MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Krytyka szkoły i wychowania w „Ferdydurke”

Spis treści (7)

Jednym z najważniejszych i najbardziej wyrazistych tematów „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza jest krytyka szkoły i wychowania. Powieść pokazuje szkołę nie jako miejsce zdobywania wiedzy i dojrzewania, lecz jako instytucję, która zniewala młodych ludzi, utrzymuje ich w sztucznej niedojrzałości i odbiera im samodzielność myślenia. Gombrowicz czyni ze szkoły modelowy przykład działania Formy — miejsce, gdzie „upupianie” człowieka odbywa się w sposób systematyczny i zorganizowany. W tym artykule analizujemy po kolei, na czym polega Gombrowiczowska krytyka edukacji, jakimi scenami się posługuje i dlaczego pozostaje wciąż żywa i aktualna.

Wszystkie przytoczone fragmenty pochodzą wprost z tekstu powieści.

Szkoła jako fabryka niedojrzałości

W „Ferdydurke” szkoła dyrektora Piórkowskiego nie jest miejscem, w którym młody człowiek dorasta i rozwija się intelektualnie. Przeciwnie — jej zadaniem jest produkowanie „pupy”, czyli utrzymywanie uczniów w stanie sztucznej naiwności i niedojrzałości. Dorosły Józio, zaprowadzony do szkoły przez profesora Pimkę, z przerażeniem odkrywa, że cała instytucja działa po to, by zatrzymać młodzież w dzieciństwie, odebrać jej dojrzałość i samodzielność. Szkoła nie wypuszcza w świat dojrzałych ludzi — przeciwnie, robi wszystko, by ich infantylizować.

Dyrektor Piórkowski otwarcie i z dumą głosi tę zasadę. Dla niego uczeń jest cenniejszy od dojrzałego człowieka, bo łatwiej nim sterować. Szkoła zaś jest fundamentem całego porządku — bez niej, jak twierdzi, nie istniałoby życie społeczne:

Dyrektor Piórkowski o roli szkoły:

bez uczniów nie byłoby szkoły, a bez szkoły życia by nie było!

W tym groteskowym wyznaniu kryje się gorzka prawda Gombrowicza: instytucje wychowawcze istnieją nie po to, by służyć człowiekowi, lecz po to, by podtrzymywać same siebie i utrzymywać ludzi w podporządkowaniu. Szkoła potrzebuje niedojrzałych uczniów, więc niedojrzałość celowo wytwarza.

Obraz szkoły w „Ferdydurke” jest celowo przerysowany, groteskowy, ale właśnie dzięki temu odsłania prawdę, której nie pokazałby realistyczny opis. Gombrowicz nie maluje konkretnej, prawdziwej szkoły — maluje sam mechanizm szkolnego zniewolenia, doprowadzony do absurdu i przez to widoczny jak na dłoni. Szkolne podwórko, na którym spacerują „istoty pośrednie” od dziesięciu do dwudziestu lat, matki zaglądające przez szpary w płocie, nauczyciele popijający herbatę — wszystko to składa się na obraz świata zatrzymanego w sztucznym dzieciństwie, świata, z którego nie sposób dorosnąć.

Co istotne, infantylizacja w szkole Piórkowskiego dotyka nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Józio, mężczyzna po trzydziestce, zostaje wepchnięty między uczniów i staje się jednym z nich. Pokazuje to, że „upupienie” nie jest kwestią wieku — to forma, którą można narzucić każdemu, niezależnie od tego, ile naprawdę ma lat. Szkoła ma moc cofania człowieka w niedojrzałość, odbierania mu z trudem zdobytej dorosłości. To jeden z najbardziej niepokojących obrazów powieści.

Pedagogika Pimki i Piórkowskiego

Metody wychowawcze przedstawione w powieści są karykaturą, ale karykaturą celną. Profesor Pimko wykłada swoją teorię „upupiania”: by uczeń pozostał naiwny, trzeba go traktować jak dziecko, a najlepiej, by za płotem czuwała matka, wydobywająca z niego „świeżą i dziecięcą pupę”. Pimko jest dumny ze swoich anachronicznych chwytów — uznaje je za najskuteczniejsze właśnie dlatego, że są przestarzałe i nie pozwalają uczniom zmężnieć.

Najbardziej demaskatorska jest jednak zasada doboru nauczycieli. Dyrektor Piórkowski dba o to, by w jego szkole uczyli ludzie pozbawieni własnych poglądów — bezmyślni, odpychający, niezdolni do samodzielnej refleksji. Z dumą oświadcza, że żaden z jego nauczycieli nie ma własnej myśli:

Dyrektor o gronie pedagogicznym:

żaden z nich nie ma jednej własnej myśli

Co więcej, gdyby w którymś z nauczycieli zrodziła się własna myśl, dyrektor obiecuje, że ją „przegoni” — usunie albo myśl, albo myśliciela. Pimko z aprobatą dopowiada swoją teorię, że tylko niemiły, odpychający pedagog potrafi skutecznie zniewolić uczniów:

Pimko o idealnym nauczycielu:

Tylko prawdziwie niemiły pedagog zdoła wszczepić w uczniów tę miłą niedojrzałość

Gombrowicz obnaża tu mechanizm, w którym szkoła celowo dobiera nauczycieli niezdolnych obudzić w uczniach samodzielne myślenie. Edukacja nie ma rozwijać umysłu, lecz go formatować; nie ma uczyć myśleć, lecz przyjmować gotowe formy. Nauczyciel bez własnej myśli jest idealnym narzędziem tego procesu.

Lekcja o Słowackim — fałsz szkolnego zachwytu

Najsłynniejszą sceną krytyki szkoły jest lekcja języka polskiego poświęcona Słowackiemu. Nauczyciel usiłuje wpoić uczniom przekonanie, że powinni kochać i podziwiać wieszcza — nie dlatego, że naprawdę go czują czy rozumieją, lecz dlatego, że tak nakazuje program i konwencja. Cała argumentacja sprowadza się do bezsensownego, powtarzanego jak formuła twierdzenia:

Szkolna formuła zachwytu:

Dlatego, że wielkim poetą był!

Ta scena jest błyskotliwą satyrą na sposób, w jaki szkoła naucza literatury. Zachwyt nad poezją zostaje uczniom narzucony jako obowiązek, a nie zrodzony z autentycznego przeżycia. Nauczyciel nie pyta, czy uczniowie naprawdę coś czują — żąda, by powtarzali właściwą reakcję. W rezultacie literatura, która powinna poruszać i wyzwalać, staje się kolejnym narzędziem zniewolenia, kolejną gębą narzucaną młodym ludziom.

Gombrowicz pokazuje, że taki sposób nauczania jest wewnętrznie fałszywy i nudny. Uczniowie nie rozumieją, dlaczego mają się zachwycać; czują tylko przymus i pustkę. Zamiast budzić miłość do literatury, szkoła ją zabija, zmieniając arcydzieła w martwe formuły do wykucia. To jedna z najtrafniejszych i wciąż aktualnych diagnoz w całej powieści.

Scena z Słowackim obnaża też szerszy problem: rozdźwięk między oficjalną wielkością a żywym przeżyciem. Słowacki jest niewątpliwie wielkim poetą — ale szkoła nie potrafi tej wielkości przekazać. Zamiast pomóc uczniom samodzielnie ją odkryć, narzuca gotowy wyrok i każe go powtarzać. W ten sposób nawet prawda staje się fałszem, gdy jest narzucana z zewnątrz, bez wewnętrznego przekonania. Gombrowicz pokazuje, że Forma potrafi zniekształcić i unieważnić nawet to, co prawdziwe i wartościowe, jeśli tylko narzuca się to siłą i konwencją.

Charakterystyczne jest też, że uczniowie reagują na lekcję znudzeniem, niewiarą, wewnętrznym oporem, choć na zewnątrz powtarzają wymagane formuły. Ta przepaść między oficjalnym zachowaniem a rzeczywistym odczuciem jest istotą szkolnego fałszu. Szkoła produkuje ludzi, którzy mówią jedno, a czują drugie — którzy noszą gębę pilnego, zachwyconego ucznia, a pod nią kryją pustkę lub bunt. Gombrowicz demaskuje w ten sposób hipokryzję wbudowaną w sam system edukacji.

Bunt uczniów i jego granice

Uczniowie w „Ferdydurke” nie są bezwolni — buntują się przeciw narzucanej naiwności. Spór między Miętusem, zwolennikiem rubasznej „chłopięcości”, a Syfonem, propagatorem niewinności, pokazuje, że młodzież szuka własnej formy, próbuje wyrwać się z roli wyznaczonej przez dorosłych. Problem w tym, że ich bunt również przybiera postać formy — Miętus i Syfon, walcząc ze sobą, narzucają sobie nawzajem nowe gęby. Z jednej narzuconej roli wpadają w drugą.

Gombrowicz pokazuje przez to, że bunt przeciw szkolnej Formie jest niezwykle trudny, bo każda postawa — także buntownicza — natychmiast krzepnie w nową formę. Ucieczka z naiwności w „dorosłość” czy w „naturalność” okazuje się tylko zamianą jednej maski na inną. Szkoła zaś czerpie korzyść nawet z buntu, bo i on rozgrywa się w wyznaczonych przez nią ramach.

Postać Pimki zasługuje na osobną uwagę jako uosobienie szkolnego zniewolenia. Pimko to „belfer” doskonały — uczony, kulturalny, pewny swojej misji, a przez to tym groźniejszy. Nie jest złoczyńcą w zwykłym sensie; jest po prostu reprezentantem instytucji, święcie przekonanym o słuszności tego, co robi. To czyni go figurą szczególnie celną: pokazuje, że zniewolenie przez wychowanie dokonuje się najczęściej w najlepszej wierze, pod szyldem troski o ucznia i jego dobro. Gombrowicz demaskuje w ten sposób nie tylko złe intencje, ale i dobre — bo i one potrafią upupiać.

Warto dostrzec, że krytyka szkoły nie oznacza u Gombrowicza pochwały ignorancji ani odrzucenia wszelkiej edukacji. Pisarz nie twierdzi, że uczyć się nie należy. Atakuje konkretny sposób nauczania — taki, który formatuje zamiast rozwijać, narzuca zamiast budzić, infantylizuje zamiast prowadzić ku dojrzałości. Jego ideałem nie jest brak wychowania, lecz wychowanie, które nie zabija w człowieku samodzielności i autentyczności. Problem w tym, że — jak sugeruje cała powieść — takie wychowanie może w ogóle nie być możliwe, bo każde formowanie jest po trosze zniewoleniem.

Uniwersalny wymiar krytyki

Choć „Ferdydurke” odnosi się do realiów polskiej szkoły międzywojennej, krytyka edukacji ma w niej wymiar uniwersalny. Gombrowicz nie atakuje konkretnego systemu oświaty, lecz sam mechanizm wychowania, które kształtuje człowieka, narzucając mu gotowe formy. Każda szkoła i każde wychowanie — twierdzi pisarz — w jakimś stopniu „upupia”: formatuje, ujednolica, odbiera samodzielność, zmusza do przyjmowania cudzych sądów i postaw.

Dlatego krytyka szkoły w „Ferdydurke” pozostaje aktualna niezależnie od epoki. Pytania, jakie stawia Gombrowicz, są wciąż żywe: czy szkoła uczy myśleć, czy tylko powtarzać? Czy rozwija indywidualność, czy ją tłumi? Czy budzi autentyczne przeżycie literatury i sztuki, czy narzuca gotowe, martwe zachwyty? Powieść nie daje prostych odpowiedzi, ale zmusza do postawienia tych pytań — i to czyni ją lekturą wciąż prowokującą do myślenia.

Szkoła a Forma — szerszy kontekst

Krytyka szkoły jest częścią szerszej filozofii Formy. Szkoła to dla Gombrowicza tylko najbardziej jaskrawy przykład tego, jak społeczeństwo formuje jednostkę. To, co dzieje się w klasie Piórkowskiego, dzieje się wszędzie — w rodzinie, w pracy, w relacjach towarzyskich. Wszędzie człowiek jest „upupiany”, obdarzany „gębą”, wtłaczany w role. Szkoła jest jednak miejscem szczególnym, bo czyni to w sposób zinstytucjonalizowany, świadomy i systematyczny, na masową skalę i na najbardziej podatnym materiale — na młodych, jeszcze całkiem nieukształtowanych i zupełnie bezbronnych ludziach.

Po opuszczeniu szkoły Józio trafia do kolejnych środowisk — nowoczesnego domu Młodziaków i tradycyjnego dworu w Bolimowie — i przekonuje się, że i one działają jak swoiste „szkoły” Formy, narzucając mu nowe role. Krytyka edukacji jest więc tylko pierwszym ogniwem w łańcuchu demaskacji wszystkich instytucji, które kształtują człowieka. Szkoła otwiera ten ciąg, bo to ona pierwsza, najwcześniej i najgłębiej, odciska na nas swoje piętno.

Podsumowanie

Krytyka szkoły i wychowania należy do najmocniejszych wątków „Ferdydurke”. Gombrowicz przedstawia szkołę jako fabrykę niedojrzałości — instytucję, która celowo „upupia” uczniów, dobiera bezmyślnych nauczycieli, narzuca gotowe zachwyty i tłumi samodzielne myślenie. Słynna lekcja o Słowackim, pedagogika Pimki i Piórkowskiego, groteskowy bunt uczniów — wszystko to składa się na bezlitosną satyrę na edukację, która zamiast wyzwalać, zniewala. Krytyka ta ma wymiar uniwersalny i do dziś nie straciła aktualności, czyniąc „Ferdydurke” jedną z najważniejszych literackich diagnoz wychowania. Dla maturzysty to wdzięczny temat, który pozwala połączyć analizę konkretnych scen z szerszą refleksją o roli szkoły w życiu człowieka i o granicach wszelkiego wychowania.

Chcesz sprawdzić, czy umiesz omówić krytykę szkoły w „Ferdydurke” na maturze? Przećwicz zadania maturalne z tej lektury na stronie matury-online.pl/zadania/polski/ferdydurke.

📝 Sprawdź wiedzę

Rozwiąż test z lektury „Ferdydurke"

Pytania o bohaterów, motywy i wydarzenia — sprawdź, ile zapamiętałeś z „Ferdydurke".