Władza w „Makbecie” — pożądanie, uzurpacja, tyrania
Spis treści (11)
- 1. Władza prawowita — Duncan i logika służby
- 2. Władza jako pokusa — przepowiednia wiedźm
- 3. „Książę Cumberlandu” — przeszkoda zamiast hierarchii
- 4. Lady Makbet — władza, która wymaga odkobiecenia
- 5. Uzurpacja — królobójstwo jako naruszenie porządku
- 6. Jałowa korona — władza, która nic nie daje
- 7. Tyrania — od króla do „rzeźnika”
- 8. Test Malkolma — granice znośnego władcy
- 9. Wizja ośmiu królów i kontekst polityczny
- 10. „Pokaż się, tyranie!” — władza, której nikt nie broni
- 11. Podsumowanie — co Szekspir mówi o naturze władzy
Można powiedzieć, że „Makbet” jest tragedią o sumieniu albo tragedią o ambicji — i obie odpowiedzi będą trafne. Ale Szekspir pisze tu jeszcze trzeci dramat, ściśle splatający się z dwoma pierwszymi: dramat o naturze władzy. Pyta, co jest jej źródłem i co ją unieważnia. Pokazuje władzę prawowitą jako relację służby i władzę zdobytą jako wzajemną pułapkę bezsilności i strachu. Stawia obok siebie króla, którego się słucha, i króla, którego się nienawidzi — i pokazuje, że to, co dzieli jednego od drugiego, nie jest ilością przelanej krwi, lecz tym, skąd korona przyszła. W tym dramacie korona zdobyta zbrodnią okazuje się „bezowocna” i „jałowa” już w chwili, gdy zasiada na głowie.
Władza prawowita — Duncan i logika służby
Otwarcie dramatu pokazuje świat, w którym władza ma jasną postać. Duncan jest królem Szkocji z prawa i z natury — łagodny, hojny, ufny, nagradzający wierność. Po bitwie, w której Makbet rozbił bunt Makdonwalda i Norwegów, król przyjmuje swojego wodza z honorami; Makbet odpowiada formułą, która wybrzmi później jako gorzka ironia, bo zostanie złamana przez tego samego człowieka, który ją wygłasza.
Kontekst: Makbet przedstawia Duncanowi swoją wierność nie jako zasługę, lecz jako naturalny obowiązek; podkreśla, że władza króla jest źródłem, do którego wszystko, co czynią poddani, samo z siebie wraca.
Wierność ma, królu, i me posłuszeństwo / Same się płacą, gdy ci mogą służyć. / Twa rzecz przyjmować nasze powinności, / A powinności nasze są dla tronu / I dla królestwa jak dzieci i sługi; / Gdy robią wszystko, co zdolne są zrobić / Dla twej miłości i dla twojej chwały, / Tylko należny pełnią obowiązek.
Ten obraz władzy ma w sobie wszystko, co elżbietańska kultura uznawała za naturalne: władca jako ojciec, państwo jako dom, służba jako forma synowska, a nagroda za wierność — jako akt ojcowskiej hojności, nie polityczny przetarg. Duncan w odpowiedzi mówi do Makbeta i Banki językiem ogrodniczym: „Zacząłem cię szczepić, / Dołożę pracy, byś z czasem zakwitnął”. Ta metafora rośnięcia, owocowania, naturalnego porządku jest u Szekspira zawsze znakiem władzy prawomocnej — i właśnie ją Makbet za chwilę zerwie.
Władza prawowita ma jeszcze jeden konieczny rys: następstwo. Tej samej sceny Duncan ogłasza sukcesję — pierworodnego Malkolma księciem Cumberlandu, czyli następcą tronu Szkocji. Decyzja ta jest publiczna, jawna, otoczona obrzędem; władza, która chce być uznana, musi pokazać, że nie obrywa się ze śmiercią władcy.
Synowie, krewni i wy, dostojnicy / Najbliżej berła mego postawieni, / Wiedzcie, że myślą naszą tron zostawić / Pierworodnemu memu Malkolmowi; / Dziś go mianuję księciem Cumberlandu.
Dla Szekspira — i dla widza Jakuba I — to jest kompletny obraz monarchii: hierarchia, sukcesja, lojalność oparta nie na strachu, lecz na uznaniu. Tego obrazu Makbet nie zniszczy do końca; przywróci go w finale Malkolm. Ale na pięć aktów wprowadzi w to miejsce coś przeciwnego: władzę bez zgody i bez przyszłości.
Władza jako pokusa — przepowiednia wiedźm
Pierwsze pęknięcie pojawia się na pustkowiu. Wracający z bitwy Makbet i Banko spotykają trzy „wieszczki”, które kolejno witają wodza tytułami, z których jeden jest stary, drugi jeszcze nieznany, a trzeci — przyszły. Szekspir bardzo precyzyjnie ustawia tę scenę: wiedźmy nie nakazują niczego; mówią. Mówią jednak coś, co od razu zmienia świat Makbeta na zawsze.
Witaj, Makbecie, witaj, tanie Glamis! / Witaj, Makbecie, witaj, tanie Kawdor! / Witaj, Makbecie, przyszły witaj królu!
Władza zostaje tu zdefiniowana jako obietnica. Jeszcze nie istnieje, ale już istnieje słowo, które o niej mówi — i to wystarczy. Banko otrzymuje równie zagadkowe wieści („mniejszy a większy”, „spłodzisz królów, choć sam nim nie będziesz”) i traktuje je z dystansem, niemal z drwiną. Makbet — inaczej. Gdy w kilkadziesiąt wersów później posłańcy przyjeżdżają od Duncana i potwierdzają, że za zasługi wojenne został tanem Kawdoru, druga przepowiednia spełnia się natychmiast. Pierwsza była stwierdzeniem, druga — wypełnieniem. I w tej chwili Makbet zaczyna myśleć o trzeciej.
Szekspir pokazuje rzecz, którą dopiero XX wiek nazwie self-fulfilling prophecy: władza nie musi być rozkazem, by stać się celem. Wystarczy, że jest możliwa. Banko — wobec tej samej obietnicy — pozostaje sobą; Makbet zaczyna planować. Różnica między tymi dwiema reakcjami jest dla całej problematyki dramatu kluczowa: pokusa władzy działa nie na każdego, lecz na tego, w kim była już wcześniej.
„Książę Cumberlandu” — przeszkoda zamiast hierarchii
Moment, w którym Makbet z lojalnego wodza staje się potencjalnym uzurpatorem, jest u Szekspira oznaczony precyzyjnie — i niemal niepostrzeżenie. Następuje natychmiast po ogłoszeniu Malkolma księciem Cumberlandu. Makbet wycofuje się na bok sceny i mówi do siebie kilka wersów, które są w istocie programem wszystkiego, co zrobi w następnych aktach. Naturalna hierarchia, którą Duncan właśnie publicznie potwierdził, staje się dla Makbeta przeszkodą do usunięcia.
Książę Cumberlandu! / Ten kamień, który zawala mi drogę, / Przeskoczyć muszę, jeśli upaść nie chcę. / Przymrużcie, gwiazdy, ogniste źrenice, / Na czarne duszy mojej tajemnice! / Niechaj mej ręki oko me nie widzi! / Niech się czyn spełni, którym wzrok się brzydzi!
Z punktu widzenia problematyki władzy ta krótka apostrofa jest decydująca. Po pierwsze — Makbet jednym słowem („kamień”) odbiera Malkolmowi jego polityczny i moralny status: nie jest on już prawowitym następcą, lecz zawalidrogą. Po drugie — bohater prosi o ciemność dla własnych zamiarów, co znaczy, że zna ich naturę. Świadoma władza wie, że to, co chce zrobić, musi być ukryte; władza ukryta nie jest władzą, lecz jej zamachem.
Szekspir w jednej scenie pokazuje, jak prawomocny porządek zmienia się w przeszkodę w głowie człowieka, który dotąd ten porządek bronił. To jeden z najtrwalszych obrazów w historii myśli politycznej: władzy nie obala się czynem; obala się ją najpierw w sposobie, w jaki o niej myślimy.
Lady Makbet — władza, która wymaga odkobiecenia
Drugi front pożądania władzy otwiera Lady Makbet. Po przeczytaniu listu męża natychmiast układa plan — zna Makbeta lepiej niż on sam i wie, że zawaha się przed czynem. Diagnozuje go z trzeźwością, która jest cechą ludzi gotowych do zbrodni: „mleko ludzkiej dobroci go nasyca”. Postanawia więc dolać do tego mleka coś, co Makbet sam ma w sobie tylko częściowo — bezwzględność.
Słynna inwokacja Lady Makbet jest najbardziej radykalnym tekstem o władzy w całym dramacie, i to z powodu, na który zazwyczaj zwraca się mniej uwagi. Lady Makbet nie prosi o władzę dla siebie. Prosi o to, by przestać być sobą dla władzy męża. Jej „unsex me here” jest aktem rezygnacji z własnej psychiki w imię ambicji rodzinnej — i właśnie to założenie okaże się błędne, bo własnej psychiki nie da się odrzucić bezkarnie. Ale na razie, w akcie pierwszym, Lady Makbet pokazuje, że władza w tym dramacie nie zadowala się materialnymi środkami; chce również duszy.
Spotkanie z mężem po jego przyjeździe jest sceną nie tylko spiskową, ale i polityczną. Lady Makbet odbudowuje pewność siebie Makbeta, podważając go w jedynym miejscu, w którym jest wrażliwy — w pojęciu męskości. „Gdy się odważyłeś tym czynem, byłeś mężczyzną” — mówi, łącząc władzę z przemocą w tej samej semantycznej spinaczu, którą Szekspir przez resztę dramatu będzie rozkręcał. Władza w „Makbecie” jest u źródła zatrutą koncepcją: utożsamia się z gwałtem, a kto się jej nie potrafi dopuścić, ten — według tej logiki — nie jest mężczyzną. Wszystko, co Makbet zrobi później, wynika z tej fałszywej tożsamości.
Uzurpacja — królobójstwo jako naruszenie porządku
Akt drugi jest aktem czynu. Duncan przybywa gościnnie do Inverness, w noc burzliwą i znaczącą (Szekspir, jak zwykle u dramatu, używa pogody jako semaforu): konie tratują się we własnych stajniach, sowy zabijają sokoły, dzień nie wstaje. Mord Duncana — popełniony we śnie, w łaski Bożej, pod dachem własnego wasala — jest dla elżbietańskiego widza zbrodnią potrójną: morderstwem, zamachem na pomazańca Bożego i naruszeniem świętej zasady gościnności.
Z punktu widzenia problematyki władzy najważniejsze jest to, że królobójstwo w Szekspirowskim świecie jest niczym mniej niż naruszeniem porządku kosmicznego. Elżbietańska doktryna Wielkiego Łańcucha Bytu (Great Chain of Being) umieszczała króla na samym szczycie ziemskiej hierarchii, jako odbicie Bożej władzy w świecie ludzkim. Zamach na króla nie jest więc zwykłą zbrodnią polityczną — jest pęknięciem w samym porządku istnienia. Stąd zaburzenia natury, które towarzyszą śmierci Duncana: makrokosmos reaguje na zranienie mikrokosmosu.
Makbet i Lady Makbet są tej teologii w pełni świadomi — i właśnie to czyni ich zbrodnię tragiczną. Makbet wie, że Duncan jest „dobrym pasterzem” i że „jego cnoty zatrąbią jak anioły przeciw bezbożnemu czynowi” — i mimo to zabija. Lady Makbet wie, że potrzebuje pomocy „litosnych potęg”, by zagłuszyć w sobie litość — i wzywa je. Władza, którą zdobywają, jest od pierwszej chwili władzą nielegitymowaną nie tyle z punktu widzenia prawa stanowionego, ile z punktu widzenia porządku świata.
Jałowa korona — władza, która nic nie daje
Akt trzeci jest paradoksem: Makbet jest królem. Zdobył to, czego chciał. Korona leży na jego głowie. A jednak nie ma w dramacie sceny mniej szczęśliwej. Akt zaczyna się od krótkiej, mrocznej kwestii Banki — przyjaciel rozumie wszystko.
Masz teraz wszystko, tron, Kawdor i Glamis, / Jak ci przeznaczeń siostry obiecały; / Lękam się, żebyś najszpetniejszych środków / Do osiągnienia celów tych nie użył.
Banko jest jedynym, który zna pełną prawdę o przepowiedniach, i jedynym, którego potomstwu wieszczki obiecały tron. Te dwie wiedze razem czynią z niego dla Makbeta śmiertelne zagrożenie. Tyran, świeżo koronowany, sam o sobie mówi, że nie czuje się „bezpiecznie królem”. Zlecenie morderstwa Banki jest pierwszym dowodem prawa, które Szekspir konsekwentnie przeprowadza przez resztę dramatu: władza zdobyta zbrodnią musi zbrodnię powtarzać, by się utrzymać. Każde morderstwo Makbeta nie jest już ambicją, lecz utrzymaniem ambicji.
Ale prawdziwe odsłonięcie problematyki następuje w monologu, w którym Makbet uświadamia sobie, że nawet korona zdobyta tak wysoką ceną jest bezowocna — bo nie ma komu jej przekazać. Bezdzietność małżeństwa Makbetów staje się tu znacznie więcej niż faktem biologicznym; jest metafizycznym wyrokiem na zbrodnię. Władza, która nie ma przyszłości, nie jest władzą — jest tylko jej trzymaniem.
Więc bezowocną na głowę koronę, / Jałowe berło w ręce me złożyły, / Które ma później obca dłoń mi wydrzeć, / Kiedy następcą mym nie syn mój będzie. / Jak to? Więc duszę moją pokalałem / Dla Banka synów? I dla ich wielkości / Zamordowałem dobrego Duncana?
To jest najgłębsza myśl polityczna „Makbeta”. Szekspir pokazuje, że władza, której nie da się przekazać, jest swoim własnym zaprzeczeniem. Korona musi mieć ciągłość — inaczej rozsypuje się na uzurpację, walkę o utrzymanie i wreszcie pustkę. Makbet, który zabił Duncana po to, by mieć tron, dowiaduje się, że tron nie należy do niego, lecz do potomków Banki. Cała zbrodnia była zatem nie tylko moralnym upadkiem, ale i politycznym błędem — Makbet pracuje za darmo dla obcej dynastii.
Tyrania — od króla do „rzeźnika”
Akt czwarty otwiera nowa wizyta u wiedźm i nowe przepowiednie — wszystkie dwuznaczne, wszystkie utwierdzające Makbeta w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa. Ale dramat zaczyna teraz dziać się gdzie indziej — nie w głowie Makbeta, lecz w kraju, którym Makbet rządzi. Szekspir przesuwa kamerę z tyrana na jego ofiary. Wraz z tą zmianą perspektywy następuje też zmiana słownictwa: Makbet przestaje być nazywany królem, zaczyna być nazywany tyranem.
Najmocniejsze potępienie pada w ustach Makdufa. Tan Fife przybywa do Anglii, gdzie schronił się Malkolm, by przekonać prawowitego dziedzica do powrotu na czele wojska. Makduf rozpacza nad krajem, w którym dotąd żył; jego skarga jest jednym z najbardziej zwartych obrazów tyranii w literaturze.
Godny Szkocją rządzić? / Nie, żyć niegodny! Biedna moja ziemio, / Przywłaszczyciela krwawym berłem zgięta, / Kiedyż swobody swojej dzień zobaczysz, / Gdy prawy dziedzic tronu królów twoich / Sam się wyklina własnymi ustami.
Dwa słowa są tu kluczowe. „Przywłaszczyciel” — czyli ktoś, kto wziął, co nie jego; władza nielegitymowana zostaje wprost nazwana po imieniu. „Krwawe berło” — czyli władza, której jedyną podstawą jest przemoc. Szekspir w tych dwóch wyrażeniach zamyka różnicę między królem a tyranem: pierwszy ma prawo i sprawiedliwość, drugi ma siłę i strach. Tyran nie rządzi państwem — okupuje je.
Wymordowanie rodziny Makdufa — żony i małych dzieci — jest u Szekspira ostatecznym dowodem przejścia od króla do rzeźnika (tak nazwie Makbeta w finale Malkolm). Tyran zaczyna od mordu w polityce (Duncan, Banko), kończy na mordzie poza polityką, bo polityka go już nie zatrzymuje. Władza, która zabija dzieci niewinnego wroga, zerwała ostatnią więź z czymkolwiek, co usprawiedliwiałoby jej istnienie.
Test Malkolma — granice znośnego władcy
Najbardziej zaskakująca scena polityczna w dramacie rozgrywa się na dworze angielskim. Malkolm — prawowity następca, syn Duncana, nadzieja Szkocji — sprawdza Makdufa, kłamiąc o własnej deprawacji. Przedstawia siebie jako potencjalnego władcę gorszego od Makbeta: lubieżnego, chciwego, fałszywego. Szekspir umieszcza w jego ustach prowokację, którą Makduf początkowo bierze za prawdę.
Że raz na tronie, mych panów bym kosił, / By ich klejnoty, ziemie, domy zabrać. / Skarb powiększony będzie jak przyprawa / Głód zwiększająca; w sidła nieprawości / Będę uczciwych, wiernych panów chwytał, / Aby z ich śmiercią majątki ich grabić.
Makduf, który dopiero co potępiał Makbeta, słysząc to, rozpacza — i właśnie ta rozpacz przekonuje Malkolma, że ma do czynienia z patriotą, a nie z konformistą. Test jest udany; Malkolm odsłania, że kłamał, i przyznaje, że jest człowiekiem cnotliwym. Ale dramat na tym nie kończy się prosto: Szekspir zostawia widza z niepokojem. Nawet „dobry” król musi manipulować, by sprawdzić lojalność swoich ludzi. Władza — nawet prawowita — jest zatem zawsze sztuką, w której część chwytów leży w sferze cienia. To rzadki u Szekspira moment trzeźwości politycznej: monarchia jest lepsza od tyranii, ale i monarchia nie jest niewinna.
Z drugiej strony — ten sam dialog wprowadza wyobrażenie idealne władcy. Malkolm wymienia jego cnoty: „Szczerość, wytrwałość, dobroć, sprawiedliwość, / Męstwo, pobożność, cierpliwość, pokora, / I miłosierdzie”. To jest Szekspirowski katechizm królewski — zestaw cech, które oddzielają króla od tyrana. Makbet posiadał z tego zestawu tylko jedną cnotę (męstwo) i zamienił ją w narzędzie zbrodni; reszty nigdy nie miał.
Wizja ośmiu królów i kontekst polityczny
Powrót Makbeta do wiedźm w akcie czwartym kończy się jedną z najsłynniejszych scen wizyjnych w teatrze. Tyran żąda od „sióstr przeznaczenia” odpowiedzi na pytanie, czy potomkowie Banki naprawdę będą królami. Wiedźmy pokazują mu procesję ośmiu królów, ostatni z nich trzyma w dłoni zwierciadło, w którym widać kolejne pokolenia — w tym jedną postać dzierżącą „dwa globy” i „trzy berła”.
Lecz ósmy jeszcze zbliża się i w dłoni / Trzyma zwierciadło, w którym tłumy widzę, / A śród tych tłumów widzę, jak niejeden / Dwa globy razem i trzy berła dzierży. / Okrutny widok! Widzę, że prawdziwy, / Bo krwią zbroczony Banko się uśmiecha / I pokazuje swoje mi potomstwo.
Scena ta ma podwójną funkcję. Wewnątrz dramatu — domyka ona myśl o jałowości władzy Makbeta: przyszłość należy do tego, kogo on zamordował, nie do niego. Poza dramatem — jest to bezpośrednie pochlebstwo dla Jakuba I, króla Anglii i Szkocji, koronowanego w 1603 roku, według dworskiej genealogii bezpośredniego potomka Banki. „Dwa globy” oznaczają Anglię i Szkocję zjednoczone w jednej koronie; „trzy berła” — Anglię, Szkocję i Irlandię. Wizja w lustrze pokazuje wprost: linia Stuartów jest prawowita, władza Jakuba I — pochodząca od cnotliwego Banki, nie od zbrodniczego Makbeta — ma boską sankcję.
Kontekst polityczny dramatu jest tu nie do pominięcia. „Makbet” pisany jest około 1606 roku, kilka miesięcy po Spisku Prochowym (1605), w którym katoliccy spiskowcy próbowali wysadzić parlament z królem Jakubem I. Temat królobójstwa nie był dla pierwszego widza dramatu zagadnieniem akademickim — był aktualną grozą. Jakub I głosił przy tym doktrynę Boskiego Prawa Królów: władza monarchy pochodzi bezpośrednio od Boga, a zamach na nią jest świętokradztwem. Szekspir cały tę doktrynę w „Makbecie” potwierdza — pokazuje, że królobójstwo zostaje ukarane nie tylko politycznie (Makbet ginie), ale i kosmicznie (natura cierpi, państwo choruje), i metafizycznie (sumienie zbrodniarza pęka).
„Pokaż się, tyranie!” — władza, której nikt nie broni
Akt piąty pokazuje koniec władzy zdobytej zbrodnią. Wojska Malkolma i Anglików nadciągają pod Dunsinane; las birnamski „idzie” do zamku w postaci żołnierzy z gałęziami; szlachta szkocka przechodzi na stronę prawowitego dziedzica. Tyran zostaje sam. Stary Siward podsumowuje to lakonicznym zdaniem, które jest jednocześnie diagnozą politycznego końca Makbeta.
Już dobrowolnie zamek się nam poddał; / Z obu stron walczą tyrana zastępy.
Zdanie to jest precyzyjne: nawet ci, których Makbet uważał za swoich żołnierzy, walczą po obu stronach — niektórzy uciekają, niektórzy zwracają broń przeciwko niemu. Tyran nie ma armii, bo nie ma poddanych. Władza oparta na strachu działa dopóki strach przeważa nad alternatywą; w chwili, gdy alternatywa się pojawia (prawowity dziedzic z wojskiem za sobą), strach przestaje wystarczać.
Makduf wzywa Makbeta do walki zdaniem, w którym ostatecznie i otwarcie używa wobec niego tytułu, który dramat budował od kilku scen. To już nie król, to już nawet nie przeciwnik — to tyran, którego trzeba zabić w imieniu zamordowanych dzieci.
Z tej strony wrzawa. Pokaż się, tyranie! / Bo jeśli zginiesz, a nie z mojej ręki, / Dzieci i żony duch skarżyć się będzie.
Pojedynek jest formalnością. Makbet, dowiedziawszy się, że Makduf „z łona matki przed czasem był wypruty” (cesarskie cięcie), traci ostatnią złudną tarczę przepowiedni i ginie z mieczem w ręku. Malkolm zostaje królem Szkocji, mianuje swoich tanów hrabiami (na wzór angielski — kolejny ukłon w stronę Jakuba I), przywraca porządek. Pierwsze zdanie nowej władzy jest zaproszeniem na koronację w Scone — czyli powrotem do obrzędu, do publicznego potwierdzenia, do tradycji. Władza zaczyna się tam, gdzie kończy się tyrania.
Podsumowanie — co Szekspir mówi o naturze władzy
„Makbet” jest dramatem politycznym z tej szczególnej racji, że nie traktuje władzy jako prostego dobra ani prostego zła. Władza prawowita — Duncana, potem Malkolma — jest dla Szekspira wartością i konieczną podstawą ładu. Władza zdobyta zbrodnią — Makbeta — jest jej zaprzeczeniem, ale nie z powodu „złego charakteru” zdobywcy, tylko z powodu samej drogi. Korona zdobyta nożem nie jest tą samą koroną, która spadła z głowy zamordowanego; w jakiś sposób — Szekspir w to wierzy i każe widzowi w to uwierzyć — władza pamięta, jak się ją wzięło.
Trzy kategorie ustrukturyzowane przez dramat — pożądanie, uzurpacja, tyrania — są zarazem trzema etapami: najpierw chce się władzy bardziej niż samego siebie (pożądanie), potem łamie się zasadę, by ją wziąć (uzurpacja), wreszcie utrzymuje się ją tylko przemocą (tyrania). Każdy z tych etapów ma swoją cenę, i każda cena okazuje się większa niż zysk. Pożądanie kosztuje sumienie (halucynacja sztyletu). Uzurpacja kosztuje sen (niemożność „Amen”). Tyrania kosztuje wszystko, co sprawia, że życie znaczy cokolwiek — w monologu o „jutrze” Makbet sam to wypowiada: życie to „opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości, a nic nie znacząca”.
Dla maturzysty warto zapamiętać trzy rzeczy. Po pierwsze — że problematyka władzy w „Makbecie” jest nierozerwalnie spleciona z problematyką sumienia: Szekspir nie buduje teorii politycznej oddzielnej od psychologii, lecz pokazuje, że to ta sama sprawa rozegrana z dwóch stron. Po drugie — że Szekspir konsekwentnie używa pary pojęć „król — tyran” jako rozróżnienia nie ilościowego (więcej lub mniej krwi), lecz jakościowego: tyran nie jest „złym królem”, tyran jest nie-królem, kimś, kto zajmuje miejsce króla, ale nim nie jest. Po trzecie — że kontekst polityczny dramatu (Jakub I, Boskie Prawo, Spisek Prochowy) nie unieważnia jego uniwersalnej diagnozy, lecz ją wyostrza: pisany dla konkretnego króla w konkretnej chwili, „Makbet” mówi rzeczy ważne dla każdego, kto kiedykolwiek będzie miał władzę albo będzie się jej oprzeć.
I jeszcze jedna myśl, w której Szekspir wyprzedza całą późniejszą literaturę polityczną. W „Makbecie” tyran nie ginie dlatego, że jest słabszy od swoich przeciwników; ginie dlatego, że jego władza była od samego początku samotna. Otoczył się strachem zamiast wierności, sojusznikami z konieczności zamiast z wyboru, mordowaniem zamiast nagradzaniem. Kiedy „dobrowolnie zamek się poddał”, nikt nie miał powodu, by za Makbetem zostać. Władza zbudowana na strachu zawala się w sekundzie, w której znika strach — i to jest, być może, najtrwalsza lekcja, jaką ten dramat zostawił o naturze polityki.
Więcej zadań do treningu znajdziesz w bazie zadań maturalnych: matury-online.pl/zadania/polski/makbet.