Streszczenie szczegółowe (dokładne) „Pana Tadeusza”
Spis treści (13)
- 1. Księga I - Gospodarstwo
- 2. Księga II - Zamek
- 3. Księga III - Umizgi
- 4. Księga IV - Dyplomatyka i łowy
- 5. Księga V - Kłótnia
- 6. Księga VI - Zaścianek
- 7. Księga VII - Rada
- 8. Księga VIII - Zajazd
- 9. Księga IX - Bitwa
- 10. Księga X - Emigracja. Jacek
- 11. Księga XI - Rok 1812
- 12. Księga XII - Kochajmy się
- 13. Epilog
Księga I - Gospodarstwo
Młody Tadeusz Soplica wraca do rodzinnego dworu w Soplicowie po ukończeniu nauk w Wilnie. Ma około dwudziestu lat, jest przystojny, silny i dobrze zbudowany, choć nie wyróżniał się szczególnie w nauce. Dwór, który pamięta z dzieciństwa, wydaje mu się teraz mniejszy niż we wspomnieniach. W pustym domu ogląda stare portrety patriotów - Kościuszki, Rejtana, Jasińskiego - i ze wzruszeniem uruchamia stary zegar grający „Mazurka Dąbrowskiego”.
Szukając swojej dawnej komnaty, trafia do pokoju kobiecego pełnego kwiatów, nut i książek. Przez okno widzi ślady bosych stóp na piasku w ogródku i nagle dostrzega młodą dziewczynę w białej sukni stojącą na parkanie. Dziewczyna szybko wbiega przez okno do pokoju, gdzie zaskakuje ją obecność Tadeusza. Jest przestraszona i ucieka, a młodzieniec zostaje zmieszany tym dziwnym spotkaniem.
Na folwarku Wojski Hreczecha, daleki krewny i przyjaciel domu, wita Tadeusza i informuje go o aktualnej sytuacji. W Soplicowie trwa zjazd szlachty na sądy graniczne w sprawie sporu o zamek między Sędzią Soplicą (stryjem Tadeusza) a Hrabią. Goście już przybyli - Podkomorzy z żoną i córkami, a jutro ma przyjechać sam Hrabia. Młodzież poszła na polowanie, a starsi oglądają żniwa.
Podczas uroczystej wieczerzy w ruinach zamku Tadeusz siada obok tajemniczej kobiety, którą przedstawiono mu jako Telimenę. Jest to dojrzała, wykształcona dama ubrana w różową suknię według najnowszej mody, władająca językiem francuskim i orientująca się w sztuce. Tadeusz domyśla się, że to ta sama dziewczyna, którą widział wcześniej w ogrodzie, choć teraz wygląda na starszą i ma ciemne włosy. Prowadzą ożywioną rozmowę, podczas której młodzieniec czuje się onieśmielony jej wiedzą.
Sędzia Soplica wygłasza przy stole mowę o upadku dawnych obyczajów i znaczeniu grzeczności w życiu społecznym. Krytykuje współczesną młodzież za brak szacunku dla tradycji i hierarchii społecznej. Podkomorzy odpowiada mu wspomnieniem o czasach, gdy z Francji przyszła moda na rewolucyjne idee, co jego zdaniem doprowadziło do upadku Polski. Opowiada anegdotę o Podczaszycu, pierwszym człowieku na Litwie, który przyjął francuskie mody.
W trakcie wieczerzy wybucha gwałtowny spór między Rejentem Bolestą a Asesorem Horeszką o to, czyj chart - Kusy czy Sokół - złapał zająca podczas polowania. Rejent, gestykulując żywo, odtwarza scenę polowania i przypadkowo krzyczy „cap!” tuż nad uchem Tadeusza i Telimeny, co przerywa ich rozmowę. Asesor złośliwie sugeruje, że Telimena, choć niedawno przybyła ze stolicy, lepiej zna się na łowach niż młodzi myśliwcy - to przytyk do Tadeusza.
Podkomorzy przerywa kłótnię i odkłada rozstrzygnięcie sporu na jutrzejsze polowanie, na które zaprasza wszystkich gości. Wojski odmawia udziału i narzeka z nostalgią, że dawniej szlachta polowała tylko na grubego zwierza - dziki, niedźwiedzie, wilki - a polowanie na zające uważano za niegodne. Po wieczerzy goście rozchodzą się na spoczynek, Tadeusz idzie z młodzieżą do stodoły na siano, czując się zmieszany i rozmyślając o słowie „ciocia”, które Asesor wypowiedział w kontekście Telimeny.
Nocą tylko Sędzia nie śpi - planuje jutrzejsze polowanie i załatwia gospodarskie sprawy. Woźny Protazy przekonuje go, że dobrze zrobił, przenosząc wieczerzę do ruin zamku, bo to wzmocni jego roszczenia w procesie o zamek z Hrabią. Po odejściu Sędziego Woźny czyta swoją trybunalską wokandę - spis dawnych procesów, które prowadził. Rozmarzony wspomina czasy swojej świetności jako ostatni woźny Trybunału Litewskiego.
Narrator kończy księgę refleksją o spokojnym życiu litewskiej szlachty w czasach, gdy Napoleon podbijał Europę. Czasem tylko docierały tu wieści o legionach Dąbrowskiego we Włoszech poprzez żebraków-weteranów lub tajemniczych kwestarzy, jak bernardyn Robak, który ma blizny świadczące o wojennej przeszłości i często odwiedza Sędziego, przynosząc polityczne nowiny.
Księga II - Zamek
Następnego ranka młodzież budzi się w stodole na sianie, gdzie spali po wieczerzy. Tadeusza budzi ksiądz Robak, machając nad nim paskiem i krzycząc po łacinie, żeby wstawał. Na dziedzińcu trwa już przygotowanie do polowania - wyprowadzają konie, otwierają psiarnie, charty wesoło szczekają. Wszyscy wyruszają w pole, gdzie mają polować na zająca, a główni rywale - Rejent i Asesor - prowadzą swoje charty, Kusego i Sokoła, aby rozstrzygnąć wczorajszy spór.
Kiedy myśliwi zajmują pozycje i wypuszczają psy za zającem, przybywa spóźniony Hrabia w białym angielskim surducie, w towarzystwie służących ubranych jak dżokeje. Zatrzymuje się przy ruinach zamku, zachwycony romantycznym widokiem poranka - mgła okrywa dolne piętra, a wieża sterczy ponad nią, dach błyszczy w słońcu. Hrabia, który jest dziwakiem lubiącym „romantyczne” widoki, zaczyna szkicować ruiny.
Przy zamku spotyka Gerwazego Rębajłę, starego sługę dawnych właścicieli zamku - Horeszków. Gerwazy, zwany też Półkozicem od herbu na jego liberyi lub Mopanku od często używanego zwrotu, nosi się zawsze w żółtą kurtę z herbami i ma całą łysinę w bliznach od szabli. Dowiedziawszy się, że Hrabia chce oddać zamek Soplicom w ramach ugody sądowej, Gerwazy wpada w gniew i opowiada mu tragiczną historię zamku.
Opowieść Gerwazego przenosi nas do czasów insurekcji kościuszkowskiej. Stolnik Horeszko miał piękną jedyną córkę, o którą starał się Jacek Soplica, ubogi szlachcic zwany Wojewodą. Gdy Stolnik odmówił mu ręki córki i podano mu czarną polewkę, Soplica się obraził. Podczas napadu Moskali na zamek, gdy Stolnik bronił się z garstką ludzi, strzelając z ganku, nagle został postrzelony od tyłu - to Jacek Soplica zabił go strzałem w plecy w ramach zemsty za odmowę. Gerwazy był świadkiem tej zbrodni i przysiągł zemstę na całym rodzie Sopliców swoim rapierem zwanym Scyzorykiem.
Przez lata Gerwazy ścigał Sopliców, zabił kilku w kłótniach i pojedynkach, jednego spalił żywcem podczas zajazdu na dwór. Teraz został tylko Sędzia Soplica, brat zabójcy Jacka, który jest obecnym właścicielem dóbr i chce przejąć zamek. Gerwazy błaga Hrabiego, by nie oddawał zamku mordercom jego pana. Hrabia, poruszony tą historią i czując w sobie krew Horeszków (jest dalekim krewnym po matce), postanawia zerwać ugodę i walczyć o honor rodziny, nawet jeśli miałoby dojść do pojedynku.
Wyjeżdżając z zamku, Hrabia fantazjuje, że szkoda, iż Sędzia nie ma pięknej córki - wtedy mógłby się w niej zakochać, co dodałoby dramatyzmu konfliktowi między miłością a zemstą. Nagle jednak zapomina o wszystkim, gdy zauważa towarzystwo myśliwych, i pędzi do nich. Zatrzymuje się przy płocie ogrodu warzywnego, gdzie między grządkami dostrzega młodą dziewczynę w białej sukni i słomkowym kapeluszu zbierającą ogórki do koszyka.
Dziewczyna porusza się lekko między rzędami warzyw, a zachwycony Hrabia stoi nieruchomo jak żuraw na straży. Nagle zjawia się ksiądz Robak z węzłowatym sznurem w ręku, krzycząc: „Ogórków chcesz? To masz ogórki!” i grożąc Hrabiemu, że ma się trzymać z daleka od szkody. Dziewczyna znika i zostawia tylko przewrócony koszyk na liściach. Wkrótce w domu słychać gwar - to myśliwi wracają z polowania na śniadanie.
Podczas śniadania panuje swobodna atmosfera - mężczyźni jedzą i piją, rozmawiają o polowaniu. Panie piją kawę z porcelanowych filiżanek, starsze kobiety jedzą twaróg z gorącym piwem, dla panów są wędliny - półgęski, ozory, kumpie uwędzone dymem jałowcowym. Tadeusz rozmawia szeptem z Telimeną przy drzwiach i dowiaduje się, że nie są blisko spokrewnieni, choć Sędzia nazywa ją siostrą. Telimena mieszkała długo w stolicy i wyświadczyła Sędziemu wiele przysług, stąd jego szacunek dla niej.
Rejent złośliwie wspomina, że Hrabia nie przybył na polowanie, bo uważa polskie łowy za barbarzyńskie - bez przestrzegania przepisów, w niewłaściwym czasie, z psami biegającymi po cudzych gruntach. Telimena podchwytuje temat i opowiada anegdotę z Petersburga, gdzie mieszkała nad Newą. Jej pieska Bonończyka, podarunek od księcia Sukina, zadławił chart sąsiada-urzędnika. Wielki łowczy dworu Kozodusin ukarał urzędnika, oskarżając go o polowanie na kotną łanię pod nosem cara. Sprawca trafił na cztery tygodnie do kozy, a historia rozbawiła nawet samego cesarza.
Tymczasem spór o charty rozgorza na nowo - okazuje się, że podczas pościgu za zającem psy wpadły w pole chłopskiej jarzyny i Sędzia kazał przerwać pogoń. Teraz nie wiadomo, który chart złapał zająca - Kusy czy Sokół. Asesor i Rejent zaczynają się kłócić coraz ostrzej, aż dochodzi prawie do bójki. Nagle interweniuje ksiądz Robak - chwyta obu za kołnierze, uderza ich głowami o siebie i rozrzuca w przeciwne kąty izby, krzycząc po łacinie „Pokój z wami!”.
Gdy sytuacja się uspokaja, Wojski staje pośrodku i wygłasza mowę o dawnych wielkich myśliwych litewskich - Rejtanie, Białopiotrowiczu, który z pistoletu trafiał kota w biegu, Terajewiczu chodzącym na dziki tylko z piką. Wspomina, jak dawniej rozstrzygano spory myśliwskie - przez zakłady. Proponuje, by obecni też postawili zakład i wybrali sędziów polubownych. Rejent stawia konia z rzędem, Asesor złotą obrożę wysadzaną jaszczurem, którą dostał od księcia Dominika Radziwiłła.
Telimena, znudzona kłótnią, proponuje wyjście na grzyby i bierze ze sobą córkę Podkomorzego. Tadeusz idzie za nią. Sędzia, chcąc definitywnie zakończyć spory, ogłasza konkurs - kto znajdzie najpiękniejszego rydza, usiądzie przy stole obok wybranej przez siebie damy (lub dama wybierze kawalera). Wszyscy wyruszają do lasu na grzybobranie, co kończy burzliwe śniadanie i kłótnie tego poranka.
Księga III - Umizgi
Hrabia wraca do dworu, ale nie może przestać myśleć o tajemniczej dziewczynie z ogrodu. Postanawia się tam znów zakraść i przeciska się przez dziurę w płocie. Czołgając się po trawie między łopuchami jak żaba, podgląda niezwykłą scenę - młoda dziewczyna w białej sukni pilnuje grupki małych dzieci bawiących się między zbożem i kwiatami. Dzieci mają jasne włosy jak len, a za nimi rozpościera ogon paw, który tworzy kolorowe tło dla całej sceny. Dziewczyna karmi dzieci z naczynia przypominającego złoty róg i ogania je od chmary motyli.
Gdy Hrabia niespodziewanie wyskakuje z krzaków i kłania się, dziewczyna chce uciec, ale słysząc przestraszone krzyki dzieci, wraca i uspokaja je. Hrabia wygłasza patetyczną przemowę i pyta, czy dziewczyna jest nimfą lub bóstwem zaklętym w tym ogrodzie i oferuje się jako wybawiciel. Dziewczyna słucha z rozbawieniem, choć nie rozumie wysokiego stylu jego wypowiedzi. Pyta tylko, czego szuka między grządkami. Hrabia, zmieszany jej prostą reakcją, tłumaczy, że skracał sobie drogę na śniadanie. Rozczarowany odkryciem, że jego tajemnicza nimfa to zwykła wiejska dziewczyna pilnująca dzieci i gęsi, opuszcza ogród.
Tymczasem wszyscy idą na grzybobranie do lasu. Jest to uroczysty rytuał - szlachta przebiera się w płócienne opończe i słomiane kapelusze. Młodzież zbiera borowiki i rydze, Wojski szuka muchomorów, a każdy ma swój ulubiony gatunek. Telimena, znudzona, oddala się od towarzystwa i idzie do swojego ulubionego miejsca zwanego „Świątynią dumania” - ustronnego zakątka ze strumykiem, gdzie kładzie się na trawie z francuską książką.
Tam znajduje ją Sędzia, który chce porozmawiać o przyszłości Tadeusza. Wyznaje, że brat Tadeusza, Jacek Soplica (ukrywający się za granicą), przysłał księdza Robaka z poleceniem, aby Tadeusz ożenił się z Zosią. Jest to córka Stolnika Horeszki, wychowanka Telimeny. Sędzia proponuje, że młodzi dostaną w posagu jego majątek plus kapitały od Jacka. Telimena początkowo reaguje gniewem - przypomina, że to ona jest opiekunką Zosi i decyduje o jej losie. Podkreśla, że Zosia nie jest zwykłą szlachcianką, tylko wojewodzianką, córką Horeszków, i nie może wyjść za byle kogo.
Po odejściu Sędziego zbliża się Tadeusz, który udaje że szuka grzybów, a za nim Hrabia. Rozpoczyna się rozmowa o sztuce i malowaniu. Hrabia, który podczas rozmowy Sędziego z Telimeną szkicował ich scenę, rozprawia o wyższości włoskiej natury nad litewską. Twierdzi, że do prawdziwego malarstwa potrzeba włoskiego nieba i klasycznych widoków. Tadeusz zaprzecza, broniąc piękna ojczystych lasów i opisując poetycko polskie chmury - porównuje je do stad gęsi, tabunów koni, a potem do okrętów płynących po niebie.
Podczas tej rozmowy Tadeusz dyskretnie trzyma Telimenę za rękę. Gdy dzwon wzywający na obiad przerywa ich spotkanie, Telimena daje Hrabiemu niezabudkę na pamiątkę, a Tadeuszowi potajemnie wsuwa do ręki klucz i zwitek papieru. Obaj młodzieńcy są zachwyceni - Hrabia przypina kwiatek do piersi, Tadeusz chowa list do kieszeni. Podczas obiadu panuje niezwykła cisza. Wszyscy myślą o jutrzejszym rozstrzygnięciu sporu o charty, Telimena dzieli uwagę między Tadeusza i Hrabiego i próbuje także kokietować Asesora. Tadeusz co chwilę sprawdza, czy klucz nie wypadł z kieszeni. Nagle wpada zdyszany gajowy z wiadomością: „Niedźwiedź, mospanie!” - zwierz wyszedł z matecznika i trzeba organizować obławę.
Natychmiast wybucha wrzawa. Sędzia wysyła po chłopów i obiecuje darowanie pańszczyzny ochotnikom. Podkomorzy każe sprowadzić swoje słynne psy - Sprawnika i Strapczyną. Asesor ostrzy tasak sanguszkowski otrzymany od księcia. Wszyscy krzyczą o strzelby i ołów. Sędzia poleca zamówić mszę świętego Huberta w leśnej kaplicy. W końcu wszystkie spojrzenia zwracają się na Wojskiego - to on ma poprowadzić łowy. Wojski wyjmuje zegarek i oznajmia: jutro o wpół do piątej rano zbiórka przy kaplicy.
Reszta dnia upływa na przygotowaniach - czyszczeniu broni, karmieniu psów, kuciu koni. Nawet Rejent z Asesorem, dotąd skłóceni o charty, zgodnie szukają ołowiu na kule. Wszyscy kładą się spać wcześnie, by nazajutrz być gotowi na wielkie polowanie na niedźwiedzia. To wydarzenie całkowicie zdominowało myśli towarzystwa, odsuwając na bok wszystkie wcześniejsze spory i romanse.
Księga IV - Dyplomatyka i łowy
Rano Tadeusz śpi twardo w stodole, mimo że wszyscy już wyruszyli na polowanie. Budzi go stukanie w okno i promień słońca wpadający przez otwór w kształcie serca w okiennicy. Przez chwilę widzi w tym otworze twarz młodej dziewczyny o jasnych włosach zwiniętych w papiloty, która patrzy na niego z góry. Rozpoznaje ją - to ta sama osoba, którą widział pierwszego dnia w ogrodzie. Dziewczyna mówi mu, żeby wstawał na polowanie, bo zaspał, po czym znika. Tadeusz wyskakuje przez okno, ale nikogo już nie ma, tylko chmielowe liście na parkanie się kołyszą.
Zły na siebie za przespanie polowania, Tadeusz wskakuje na konia i pędzi do karczmy przy kaplicy, gdzie mieli się zebrać myśliwi. Są tam dwie karczmy naprzeciwko siebie - stara należy do zamku (gdzie rządzi Gerwazy), a nową postawił Soplica (gdzie gospodarzem jest Protazy). W starej karczmie, zbudowanej w dziwacznym żydowskim stylu przypominającym świątynię Salomona, zasiada arendarz Jankiel - stary, powszechnie szanowany Żyd, słynący niegdyś z gry na cymbałach i śpiewania polskich pieśni patriotycznych.
W karczmie przebywa ksiądz Robak, który częstuje szlachtę tabakierką i opowiada, że generał Dąbrowski zażywał z niej tabaki. Wywołuje to wielkie poruszenie - wszyscy krzyczą „Dąbrowskiego!” i zaczynają śpiewać pieśń o nim, zapominając o sporach herbowych i stanowych. Robak pokazuje im obrazek na tabakierce przedstawiający Napoleona, opowiada o jego zwycięstwach i zachęca szlachtę do przygotowania się na przyjście Francuzów - mówi zagadkowo o potrzebie „oczyszczenia domu”. Nagle widzi przez okno pędzącego Tadeusza bez kapelusza i szybko opuszcza karczmę, po czym podąża za nim.
Tymczasem w głębi puszczy odbywa się polowanie na niedźwiedzia, który wyszedł z matecznika - tajemniczego, niedostępnego centrum puszczy. Psy gonią zwierza, strzelcy nie wytrzymują i wbrew rozkazom Wojskiego wbiegają w las, strzelając bezładnie. Niedźwiedź zawraca w stronę pola, gdzie zostali tylko Wojski, Tadeusz, Hrabia i kilku obławników. Zwierz wyskakuje z lasu jak grom, staje na tylnych łapach i miotając wyrwanymi pniakami, rusza wprost na Tadeusza i Hrabiego.
Obaj młodzieńcy strzelają jednocześnie, ale chybiają. Próbują się bronić oszczepem, który wyrywają sobie nawzajem, gdy niedźwiedź już nad nimi stoi z rozwartą paszczą. W ostatniej chwili strzelają Asesor, Rejent i Gerwazy, a niedźwiedź pada martwy tuż u nóg Hrabiego. Gerwazy odkrywa, że zwierzęcia nie zabili ani Asesor, ani Rejent, tylko ksiądz Robak, który wyrwał mu strzelbę z rąk i celnie strzelił między głowy walczących, trafiając niedźwiedzia prosto w paszczę. Po tym wyczynie ksiądz zniknął tak szybko, jak się pojawił.
Wojski wydobywa swój sławny róg i gra na nim koncert myśliwski, podczas którego odtwarza dźwiękami całą historię polowania - pobudkę, szczekanie psów, strzały, ryk zwierząt. Gra tak wspaniale, że echo niesie muzykę po całym lesie, a wszyscy słuchają zachwyceni. Po koncercie zaczyna się spór między Asesorem a Rejentem, który z nich zabił niedźwiedzia - jeden chwali swoją strzelbę Sanguszkówkę, drugi Sagalasówkę. Gerwazy kończy kłótnię, pokazując kulę wydobytą z czaszki zwierza i udowadniając, że pochodzi z jego starej strzelby, którą strzelał Robak.
Przy ognisku trwają przygotowania do uczty - gotuje się słynny bigos myśliwski, którego zapach i smak są nie do opisania. Sędzia otwiera butelkę gdańskiej wódki i wznosi toast za Gdańsk. Wszyscy jedzą i piją z apetytem, tylko Asesor z Rejentem nadal się kłócą, a Tadeusz z Hrabią są przygnębieni, że stchórzyli przed niedźwiedziem. Wojski, chcąc wszystkich rozerwać, opowiada historię Domeyki i Doweyki - dwóch szlachciców o podobnych nazwiskach, którzy przez to ciągle wpadali w konflikty, aż w końcu postanowili się zastrzelić przez rozciągniętą skórę niedźwiedzia.
Nagle spod koni wyskakuje zając. Charty Asesora i Rejenta - Sokół i Kusy - rzucają się w pogoń bez rozkazu. Zając ucieka w pole i mimo pościgu obu chartów dobiega do lasu. Psy wracają z podkulonymi ogonami, a ich właściciele próbują tłumaczyć porażkę złym terenem i brakiem smyczy. Wszyscy się śmieją, tylko Wojski spokojnie kończy swoją opowieść o tym, jak rozciągnął skórę niedźwiedzią na długie pasy przez rzekę i postawił skłóconych szlachciców na dwóch jej końcach - nie mogli do siebie strzelić, więc musieli się pogodzić. Historia zakończyła się szczęśliwie małżeństwami krzyżowymi między rodzinami.
Księga V - Kłótnia
Po powrocie z polowania Telimena rozmyśla w domu nad swoją sytuacją uczuciową. Rozważa zalety obu adoratorów - Hrabia jest młody, bogaty i z wielkiego rodu, ale czy zechce ożenić się ze starszą i niebogatą kobietą? Tadeusz jest prostaczkiem, ale właśnie zaczyna się zakochiwać i będzie jej wierny z wdzięczności za pierwsze uczucia. Telimena planuje wyjechać z Tadeuszem do stolicy, żeby go wprowadzić na salony. Jednocześnie myśli o swataniu Hrabiego z Zosią - młoda, pochodząca z senatorskiego rodu Horeszków byłaby dla niego odpowiednią partią, a Telimena jako swatka miałaby zapewnione miejsce w ich domu.
Telimena wzywa Zosię, która właśnie karmi ptactwo w ogrodzie. Dziewczyna ma już prawie czternaście lat, więc ciotka postanawia wprowadzić ją do towarzystwa. Zosia jest zachwycona - nudziło jej się z kurami i dziećmi, które niańczyła. Służące pomagają jej się ubrać - białe pończoszki, atłasowe trzewiki, białą sukienkę, włosy upięte z bławatkami. Telimena uczy ją właściwego zachowania, gani za chłopięce ruchy i „rozwódkowe” maniery. Zosia tłumaczy się, że ciotka ją zamykała i nie miała z kim się uczyć towarzyskich manier.
Gdy myśliwi wracają, Telimena przedstawia wszystkim Zosię. Tadeusz ze zgrozą rozpoznaje w niej dziewczynę z ogrodu i tę, która go budziła rano przez okno. Stoi jak sparaliżowany, nie może wykrztusić słowa, bladnie i rumieni się na przemian. Wojski radzi mu iść odpocząć, ale Tadeusz zostaje wsparty o kominek. Gdy Telimena próbuje z nim rozmawiać, on milczy, marszczy brwi, w końcu splunął, kopnął krzesło i wybiegł, trzaskając drzwiami. Biegnie do lasu, do Świątyni dumania, gdzie zastaje płaczącą Telimenę.
Okazuje się, że Telimena siedziała na mrowisku i mrówki weszły jej pod suknie, kąsając i łaskocząc. Tadeusz pomaga jej się oczyścić, przy okazji się godzą bez słów mimo porannej kłótni. Oboje wracają osobno do dworu, przy czym Telimenie zdaje się, że widziała twarz księdza Robaka, a Tadeusz dostrzegł cień Hrabiego w białym surducie.
Kolację znów podano w zamku, wbrew zakazom Sędziego - uparty Protazy przeniósł tam stoły. Podczas wieczerzy panuje ponura atmosfera. Myśliwi wstydzą się, że dali się zawstydzić jednemu bernardynowi przy polowaniu, Asesor i Rejent pamiętają hańbę swoich chartów. Tadeusz siedzi między Telimeną a Zosią - odkrywa z przerażeniem, że Telimena ma przetarty róż na twarzy, brak dwóch zębów, zmarszczki. Jego miłość gaśnie, czuje tylko niechęć. Jednocześnie podsłuchuje rozmowę Zosi z Hrabią o ich spotkaniu w ogrodzie i jest zżerany zazdrością.
Wojski, widząc ponury nastrój, opowiada historię o słynnych strzelcach Rejtanie i księciu Denassów, ale nagle z ukrytych drzwiczek przy portrecie Stolnika Horeszki wychodzi Gerwazy. Klucznik idzie nakręcać stare zegary, które zgrzytają i piszczą, przerywając rozmowę Podkomorzego o ugodzie. Gdy Podkomorzy krzyczy na niego „puszczyku”, Gerwazy odpowiada zuchwale i zwraca się do Hrabiego, żeby nie pozwolił go obrażać w domu dawnych panów. Protazy ogłasza, że robi urzędową wizję najazdu na zamek. Gerwazy rzuca w niego żelaznymi kluczami, na szczęście chybia.
Sędzia każe schwytać Gerwazego, ale Hrabia zastawia drogę krzesłem i broni swego sługi. Podkomorzy z oburzeniem przypomina Hrabiemu, że zamek jeszcze nie jest jego i że powinien szanować jego urząd. Hrabia zuchwale odpowiada, że ma dość „pijatyk kończących się grubijaństwem” i że Podkomorzy zdadzą mu sprawę z obrazy honoru. Podkomorzy wpada w furię, krzyczy „błaźnie, grafiątko!” i domaga się szabli. Sędzia i Tadeusz też chcą się bić - Tadeusz wyzwał Hrabiego na pojedynek nazajutrz.
Wybucha wielka awantura - lecą butelki, Telimena mdleje na ramię Hrabiego, czeladź atakuje Gerwazego, który broni się ławą jak tarczą. Zosia ratuje starca, zasłaniając go rozpostartymi rękami. Gerwazy z Hrabią cofają się ku drzwiom, osłonieni ławą. Wojski przez cały czas siedzi spokojnie, ale kładzie nóż na dłoni w pozycji do rzutu i celuje w Hrabiego - tylko Gerwazy rozumie groźbę. Klucznik z Hrabią uciekają, a Gerwazy pojawia się na chórze i zaczyna wyrywać piszczałki z organów, by rzucać nimi w gości. Wszyscy uciekają, zostaje tylko Protazy, który dokańcza swoją urzędową formułę.
Po awanturze Hrabia z Gerwazym naradzają się w sali zwierciadlanej. Gerwazy przekonuje Hrabiego, że zamiast się procesować, powinien zrobić zajazd - najechać zbrojnie na Soplicowo. Przypomina, że zamek był w rękach Horeszków czterysta lat i teraz można odzyskać wszystko siłą. Hrabia, znudzony dwuletnim pobytem na wsi, z entuzjazmem przyjmuje plan „gotycko-sarmacki”. Wspomina swoją przygodę na Sycylii, gdzie uwolnił porwanego przez bandytów zięcia księcia. Gerwazy planuje zebrać trzystu szlachciców z okolicznych zaścianków - z Dobrzyna, Rzeżykowa, Ciętyczy, Rąbanek - wszystkich wrogów Sopliców. Hrabia ma spać, a Gerwazy będzie pilnował zamku do rana. Klucznik zasypia na zamkowych murach, śniąc o dawnych zajazdach i swoich panach Horeszkach.
Księga VI - Zaścianek
Następnego ranka panuje mglisty, ponury świt. Od samego rana na drogach widać niezwykły ruch - furmany, bryki, posłańcy pędzą w różne strony, słychać szczęk broni. Ekonom, zaniepokojony tym ruchem i podejrzewając związek z wieściami o wojnie i Napoleonie, biegnie wszystko opowiedzieć Sędziemu. W Soplicowie po wczorajszej awanturze wszyscy są przygnębieni i milczą. Sędzia zamyka się w pokoju i pisze pozew przeciwko Hrabiemu za obrazę honoru oraz przeciw Gerwazemu za napaść. Woźny Protazy w uroczystym nastroju przebiera się w swoją woźnieńską odzież - szerokie rajtuzy, kurtkę i czapkę z uszami - i wyrusza pieszo doręczyć pozew.
Nagle do Sędziego wpada ksiądz Robak i narzeka na Telimenę jako kokietkę, która może pomieszać plany małżeństwa Tadeusza z Zosią. Sędzia oznajmia, że z układów z Hrabią już kwita i pozwał go do sądu. Robak z przejęciem oznajmia wielką nowinę - Napoleon ze swoją ogromną armią zbliża się do Niemna, wkrótce będzie wojna o Polskę! Zachęca Sędziego do zorganizowania powstania na tyłach Moskali. Sędzia początkowo nie dowierza i przypomina, jak już kiedyś mówiono o Napoleonie, a on zawarł pokój w Tylży. Gdy jednak Robak przysięga, że to prawda, Sędzia wzruszony ofiaruje na klasztor dwieście owiec i obiecuje przygotować powstanie - ma proch, strzelców, u proboszcza są armatki, a Żyd Jankiel ma groty do lanc.
Robak przekonuje jednak, że trzeba najpierw pogodzić się z Hrabią, bo jest on potrzebny dla sprawy - jako pan ma wielkie wpływy u szlachty, która pójdzie za nim. Sędzia upiera się, że to Hrabia powinien pierwszy przyjechać i przeprosić. Robak wybiega zniecierpliwiony, wskakuje w powóz i pędzi do Hrabiego.
Tymczasem Protazy ostrożnie zbliża się do dworu Hrabiego. W końcu wskakuje do konopi rosnących przy domu - to tradycyjne schronienie dla uciekinierów przed gniewem pana. Przypomina sobie różne przykre przygody woźnieńskie - jak szlachcic Dzindolet kazał mu szczekać pozew po psemu, a Wołodkowicz groził, jeśli nie zje papieru. Przekradając się przez konopie, Protazy wchodzi do pustego pałacu - wszędzie walają się strzelby, szable, proch, widać ślady zbrojenia się. Spotyka tylko Robaka, który też szuka Hrabiego. Od dwóch starych kobiet dowiadują się, że Hrabia z całą służbą wyruszył zbrojnie do zaścianku Dobrzyn.
Narrator opisuje Dobrzyński zaścianek - słynny z męstwa szlachciców i urody panien. Niegdyś król Jan III Sobieski otrzymał stamtąd sześciuset zbrojnych na pospolite ruszenie. Teraz zubożała szlachta sama musi pracować na roli, ale zachowuje dumę - chodzą w kapotach w czarne pręgi zamiast siermięg, kobiety pasą bydło w trzewiczkach, a nie łapciach. Wszyscy Dobrzyńscy to potomkowie Mazurów, mają czarne włosy, orle nosy, mówią z mazurskim akcentem. Mają też dziwny zwyczaj nadawania przydomków - synowie Maciejów nazywają się Bartłomiejami i na odwrót, a do rozróżnienia używają przezwisk.
Na czele rodu stoi siedemdziesięciodwuletni Maciej Dobrzyński, zwany różnie - „Kurkiem na kościele” (bo często zmieniał stronnictwa polityczne), „Maćkiem nad Maćkami” czy „Królikiem”. Jest dawnym konfederatem barskim, słynnym z damaskowanej szabli zwanej skromnie „Rózeczką”, którą podczas walk o Pragę obronił pana Pocieja. Po upadku Polski zamknął się w domu jak niedźwiedź w gawrze, nie chcąc spotykać Moskali. Choć prostak i ubogi, jest najbardziej szanowany w całej okolicy - zna prawo, historię, gospodarstwo, medycynę, a nawet podobno rzeczy nadprzyrodzone. Potrafi przewidywać pogodę lepiej niż kalendarz.
O świcie do Dobrzyna przybywa konny posłaniec od Gerwazego i budzi wszystkich. Szlachta zbiera się w karczmie i plebanii, nie wiedząc, co się dzieje. Po długiej, chaotycznej naradzie postanawiają zapytać o radę Macieja. Starzec właśnie karmi przed domem swoje ukochane białe króliki i wróble. Gdy nadjeżdżają posłowie, zaprasza ich do chaty. Tymczasem coraz więcej szlachty przybywa - Dobrzyńscy i sąsiedzi z okolicznych zaścianków, w bryczkach, konno i pieszo. Wszyscy czekają ciekawi, jaką radę da stary Maciej w sprawie wezwania Gerwazego do zajazdu na Soplicowo.
Księga VII - Rada
W Dobrzynie trwa burzliwa narada szlachty, którą zwołał Gerwazy. Pierwszy głos zabiera Bartek zwany Prusakiem (bo często jeździł do Prus, choć ich nienawidził). Opowiada, jak w 1806 roku po bitwie pod Jeną Francuzi pokonali Prusaków, a generał Dąbrowski wezwał do powstania w Wielkopolsce - w tydzień wygnano wszystkich Niemców. Zachęca, aby podobnie teraz powstać przeciw Moskalom, skoro Napoleon idzie z wielką armią. Stary Maciej milczy, tylko kładzie rękę na lewym boku, jakby szukał szabli (od czasu zaboru nie nosi broni, ale z przyzwyczajenia sięga po swoją słynną szablę „Rózeczkę”).
Maciej pyta o konkrety - jak daleko Francuzi, kto dowodzi, jakie siły, którędy idą? Nikt nie umie odpowiedzieć. Prusak radzi czekać na bernardyna Robaka i wysłać szpiegów. Wtedy odzywa się drugi Maciej, zwany Chrzcicielem od wielkiej maczugi „Kropidła” - krzyczy, że nie trzeba czekać na księży, tylko „kropić” Moskali. Popiera go Bartek Brzytewka i Maciej Konewka. Szlachta krzyczy „kropić, kropić!", drwiąc z Prusaka jako tchórza. Stary Maciej uspokaja, że nie należy lekceważyć Robaka, bo to sprytny ksiądz, ale pyta znów - czego właściwie chcą? Wszyscy krzyczą „wojny z Moskalem!"
Prusak proponuje utworzenie konfederacji z porządnym dowództwem. Wtedy głos zabiera młody komisarz Buchman, mówiący gładko i uczenie. Wygłasza długą mowę o kontrakcie społecznym i pochodzeniu władzy, ale stary Maciej przerywa mu niecierpliwie - „gadaj waść, jak cara zrzucić!”. Chrzciciel też się niecierpliwi, że gadanie nic nie da, trzeba działać. Brzytewka proponuje, żeby marszałkiem został stary Maciej, a laską jego szabla Rózeczka.
Wybucha spór - przybyła szlachta z innych zaścianków, ok. dwieście osób, nie chce się zgodzić, by sami Dobrzyńscy wybierali marszałka. Skołuba woła o równość, że każdy ma równy głos. Jedni krzyczą „prosimy!", drudzy „nie pozwalamy!", sala dzieli się na dwie zrujnowane partie. Stary Maciej siedzi nieruchomy pośrodku, podczas gdy Chrzciciel ciągle woła „kropić!", a Brzytewka biega między stronami, próbując godzić.
Nagle nad głowami błyska długi miecz - to Gerwazy wyciągnął swój słynny rapier Scyzoryk. Klucznik zaczyna mówić, że zgromadził wszystkich, bo zbliża się wielka wojna między cesarzem francuskim a carem - wielcy będą się bić z wielkimi, więc mali powinni bić małych, swoich wrogów. Pyta retorycznie, kto jest największym wrogiem w powiecie - oczywiście Soplica, który zabił najlepszego z Polaków (Stolnika Horeszko), okradł go i chce wydrzeć resztki dziedzicowi (Hrabiemu). Prusak próbuje bronić Sędziego, że to poczciwy człowiek, nie odpowiada za grzechy brata, kocha Polskę. Ale Gerwazy przypomina, ile dobrego zrobił dla Dobrzyńskich dawny Stolnik - dawał im urzędy, posyłał dzieci do szkół na swój koszt, popierał w trybunałach.
Szlachta zaczyna przypominać swoje urazy do Sędziego - Konewka skarży się, że Sędzia gardzi prostą szlachtą i nie chce pić na weselu. Chrzciciel opowiada, że jego syn Sak zgłupiał z miłości do Zosi, a Sędzia nie chce jej wydać za niego. Nawet Żyd Jankiel próbuje uspokajać, mówiąc, że u Sędziego jest oddział żołnierzy, asesor może wezwać pomoc, a Francuzi są jeszcze daleko. Proponuje czekać do wiosny. Ale Gerwazy grozi mu Scyzorykiem i Żyd ucieka.
Gerwazy przypomina wielkie zajazdy Dobrzyńskich z dawnych czasów, apeluje do ich rycerskiej tradycji. W końcu wszyscy dają się porwać jego wymowie - jednych pcha gniew o własne krzywdy, drugich zawiść bogactw Sędziego. Krzyczą „Hejże na Soplicę!”. Wtedy stary Maciej wstaje, staje pośrodku i nazywa wszystkich głupimi - gdy była mowa o Polsce, kłócili się, ale jak przyszło do osobistych uraz, od razu zgoda. Przeklinając, krzyczy „do milionów kroćset diabłów!".
W tym momencie na podwórze wjeżdża Hrabia w czarnym stroju, z włoskim płaszczem, kapeluszem z piórem i szpadą, a za nim dziesięciu zbrojnych służących. Szlachta wybiega z chaty, krzycząc „Wiwat Hrabia!”. Maciej zamyka za nimi drzwi i przez okno woła jeszcze raz „Głupi!”. Gerwazy każe wytoczyć beczki miodu, wódki i piwa. Szlachta pije i krzyczy „Hejże na Soplicę!”, a Prusak i Jankiel uciekają, dochodzi do bójki z szlachcicem Mickiewiczem i Zanami. W końcu cały tłum na koniach rusza ulicą zaścianku z okrzykiem „Hejże na Soplicę!"
Księga VIII - Zajazd
Wieczorem wszyscy siedzą przed domem, obserwując niebo i słuchając koncertu żab ze stawów. Wojski opowiada o gwiazdach według ludowych podań litewskich - że Wóz Dawida to właściwie wóz Lucyfera strącony przez archanioła Michała, a zodiakowy Smok to martwy Lewiatan zawieszony na niebie po potopie. Ale wszystkich najbardziej interesuje kometa z długim warkoczem, którą lud nazywa „miotłą" i wierzy, że zwiastuje wojnę lub klęskę.
Tymczasem w pokoju Sędziego odbywa się tajemna rozmowa. Tadeusz, czekając na stryja, zagląda przez dziurkę od klucza i widzi zdumiewającą scenę - Sędzia i ksiądz Robak klęczą objęci i płaczą. Robak wyznaje, że jest Jackiem Soplicą, bratem Sędziego, zabójcą Stolnika. Ukrywał swoją tożsamość jako pokutę, ale teraz musi jechać do Dobrzyna, bo szlachta źle zrozumiała wezwanie do powstania. Stary Maciek go rozpoznał, więc grozi mu niebezpieczeństwo. Mówi: „Jeśli zginę, kończ, co zacząłem, pomnij żeś Soplica!”.
Po odejściu Robaka Tadeusz wchodzi do stryja i mówi, że musi natychmiast wyjechać - niby na pojedynek z Hrabią do Księstwa Warszawskiego. Stryj nie wierzy, podejrzewa miłosne zatargi. Tadeusz przyznaje, że kocha Zosię, a nie może ożenić się z Podkomorzanką. Sędzia proponuje, że sam poślubi go z Zosią, ale Tadeusz twierdzi, że Telimena nie pozwoli. Stryj gniewa się i podejrzewa, że Tadeusz zbałamucił Zosię i teraz ucieka. Grozi, że go zmusi do małżeństwa albo wychłosta.
Wyszedłszy od stryja, Tadeusz spotyka w ogrodzie Telimenę ubraną na biało. Wyrzuca mu, że ją porzuca po tym, jak ją uwiódł. Tadeusz tłumaczy, że musi jechać do wojska z rozkazu ojca. Telimena błaga, by powiedział, że ją kocha - on to mówi z litości. Ona rzuca mu się na szyję i proponuje, że za nim pojedzie, nawet wyjdzie za niego za mąż. Tadeusz odmawia. Wtedy Telimena wpada w gniew - odkryła, że podsłuchała jego rozmowę ze stryjem i wie, że kocha Zosię. Nazywa go kłamcą i człowiekiem podłym.
Tadeusz, porażony tymi słowami, czuje, że zasłużył na nie. W rozpaczy biegnie nad staw błotnisty, z dziką chęcią utopienia się w błocie. Telimena, przestraszona, biegnie za nim i krzyczy „Stój!”. W tym samym czasie nad stawem przejeżdża Hrabia z dziesięcioma zbrojnymi służącymi, zachwycony pięknem nocy i koncertem żab. Widzi biegnącego Tadeusza, każe go schwytać i wpadają do dworu Sopliców. Sędzia, myśląc, że to zbójcy, pyta, co się dzieje. Hrabia oskarża go o zabór fortuny Horeszków i domaga się zadośćuczynienia za obrazę honoru. Asesor próbuje położyć areszt w imieniu cesarza, ale Hrabia uderza go płazem szabli w twarz. Asesor pada w pokrzywy.
Nagle słychać tętent koni i okrzyk „Hejże na Soplicę!” - to nadciąga szlachta z Dobrzyna pod wodzą Gerwazego. Zosia z płaczem obejmuje Sędziego, Telimena pada na kolana przed Hrabią, błagając o litość. Hrabia, wzruszony, mówi, że nie zabija bezbronnych - Soplicowie będą jego więźniami wojennymi, jak zbójcy, których pojmał na Sycylii. Zamyka całą rodzinę w domu pod strażą.
Tymczasem szlachta z Dobrzyna wpada do dworu jak burza. Nie mogąc dostać się do zamkniętego domu, rzucają się na folwarki i kuchnię. Widok garków i zapach jedzenia budzi głód - krzyczą „Jeść! Pić!” i zaczynają grabież. Kropiciel zabija woły i cielęta, Brzytewka kole świnie, Konewka dusi gęsi, młody Sak wybiera z kurnika najlepsze kury (czym na zawsze zraża do siebie Zosię). Gerwazy każe wytoczyć z piwnic Sopliców beczki wina i piwa.
Gerwazy chce legalnie wprowadzić Hrabiego w posiadanie majątku. Łapie ukrywającego się Protazego i grożąc mu Scyzorykiem, każe ogłosić intromisję. Protazy wchodzi na stos belek, ale nagle znika - spada w kapustę, przebiega przez konopie i chmiel do rzeki, wołając „Protestuję!”. To ostatni opór w Soplicowie.
Szlachta przenosi łupy do zamku, gdzie urządzają wielką ucztę - palą ogniska, pieką mięso, piją. Chcą całą noc biesiadować, ale powoli sen ich morzy. Jeden po drugim zasypiają, gdzie siedzieli - ten z misą, ten nad kotłem, ten przy ćwierci wołu. „Tak zwycięzców zwyciężył w końcu sen, brat śmierci”.
Księga IX - Bitwa
Nazajutrz rano, gdy pijana szlachta śpi twardo po uczcie w zamku, nagle wpadają Moskale - oddział jegrów pod dowództwem majora Płuta i kapitana Rykowa. Związują śpiących szlachciców powrozami. Tylko Konewka się obudził, ale myśli, że to koszmar i ze strachu udaje martwego. Kropiciel próbuje się bronić, ale już jest związany własnym pasem - jednak tak mocno się szarpie, że budzi wszystkich krzykiem „Zdrada!”. Gerwazy też próbuje zerwać więzy, ale daremnie - jest przywiązany do własnego rapiera.
Moskale wyprowadzają związaną szlachtę na dziedziniec. Major każe włożyć im nogi w dziurawione belki (rodzaj dyby), ściągnąć kontusze i płaszcze. Szlachta siedzi na deszczu i zimnie, szczękając zębami. Do Soplicowa na odsiecz przybyli krewni Sędziego - Podhajscy, Birbaszowie, Biergiele. To oni sprowadzili Moskali (nie wiadomo dokładnie kto - Asesor czy Jankiel).
Major Płut, Polak z Dzierowicz, który zmoskwiciał, mści się na Dobrzyńskich za dawną obrazę na reducie. Żąda od Sędziego tysiąca rubli okupu za głowę i grozi zsyłką na Sybir według wojennych praw. W tym momencie przyjeżdża ksiądz Robak jako kwestarz, a z nim przebrany za chłopa stary Maciek, Prusak, Mickiewicz i Zan. Robak udaje rubasznego mnicha, śmieje się, zachęca oficerów do jedzenia i picia. Każe dać beczkę wódki dla żołnierzy.
Gdy pijany major zaczyna natrętnie zalecać się do Telimeny i całuje ją w ramię, Tadeusz uderza go w twarz. Robak krzyczy „Pal!” i daje Tadeuszowi pistolet. Tadeusz strzela, chybia, ale ogłusza majora. Ryków woła o pomoc, Wojski rzuca w niego nożem, który przebija gitarę. Przez okna wpada szlachta z Maciejem na czele. Wywiązuje się walka.
Na dziedzińcu Maciek walczy z Rózeczką, rozbijając kłody i uwalniając Dobrzyńskich. Szlachta chwyta broń z kwestarskich wozów. Kropiciel odbiera od Saka swoje ukochane Kropidło (wielką maczugę) i straszliwie nim młóci. Konewka ze swoim szturmakiem i Sak urządzają zasadzkę w pokrzywach i strzelają do Moskali śrutem.
Kapitan Ryków formuje pozostałych żołnierzy w trójkąt oparty o parkan. Przybywa Hrabia z jazdą, ale Moskale dają salwę, jego koń pada. Robak zasłania Hrabiego własnym ciałem, dostaje postrzał. Tadeusz ukryty za studnią celnie strzela z dubeltówki. Major wyzwał go na pojedynek, ale sam się boi wyjść zza szeregu. Posyła kapitana Rykowa. Gdy zaczynają się bić na szable, Hrabia przerywa - ma starsze porachunki z Rykowem. Tymczasem major namawia strzelca Gonta, by zabił Tadeusza. Gont strzela, trafia w kapelusz. Szlachta krzyczy „Zdrada!” i rusza do ataku. Dobrzyńscy i Litwini, zapomniawszy dawnych waśni, walczą razem jak bracia.
Wtedy Wojski z Protazym i służbą wykonują decydujący manewr - przewracają wielką sernicę (budowlę do suszenia serów) stojącą w ogrodzie na drewnianym słupie. Sernica z serami i ziołami wali się na trójkąt Moskali i miażdży żołnierzy. Formacja pęka, szlachta wpada w lukę. Gerwazy rzuca się na uciekających jegrów, goni ich do stodoły i tam w ciemności wszystkich wycina.
Kapitan Ryków zostaje sam. Podkomorzy proponuje mu honorową kapitulację. Ryków oddaje szpadę i mówi z żalem: „Suworow mówił - nie chodź na Lachów bez armat!”. Narzeka na majora, że pozwolił żołnierzom się upić. Podkomorzy ogłasza powszechny pardon, każe opatrzyć rannych. Major Płut ukrywał się w pokrzywach, udając trupa - wychodzi dopiero, gdy bitwa się kończyła.
„Taki miał koniec zajazd ostatni na Litwie” - kończy narrator.
Księga X - Emigracja. Jacek
Po bitwie zapada burza z ulewą, która odcina dwór od świata - nikt nie dowie się o wydarzeniach. W domu Sędziego toczą się narady. Ranny ksiądz Robak leży w łóżku i wydaje rozkazy. Kapitan Ryków, choć poczciwy człowiek, mówi, że winnym wszystkiego jest major Płut, który pozwolił żołnierzom się upić. Gerwazy tajemniczo daje do zrozumienia, że Płut już nikomu nie zaszkodzi - „pro publico bono” (dla dobra publicznego). Major zniknął bez śladu.
Podkomorzy radzi, żeby najaktywniejszy uczestnicy bitwy - Maciej Chrzciciel, Tadeusz, Konewka, Brzytewka - uciekli za Niemen do Księstwa Warszawskiego, gdzie formuje się wojsko polskie. Na nich zrzucą całą winę, aby ocalić resztę. Szlachta zgadza się, choć z bólem - Polak zawsze gotów opuścić kraj, aby mu służyć na obczyźnie.
Sędzia chce przed wyjazdem zaręczyć Tadeusza z Zosią, ale młodzieniec odmawia - chce najpierw zasłużyć na jej rękę. Zosia daje mu na drogę obrazek i relikwie, oboje płaczą przy pożegnaniu. Hrabia też postanawia jechać, aby zostać bohaterem. Telimena przypina mu kokardę na piersi. Tadeusz żegna się ze stryjem i Robakiem, który kładzie mu ręce na głowę i mówi „Synu, z Panem Bogiem!” - i płacze.
Sędzia pyta, czy Robak nie powie Tadeuszowi prawdy przed wyjazdem. Ksiądz odpowiada, że nie - po co syn ma wiedzieć, że jego ojciec jest zabójcą ukrywającym się przed światem? Sędzia chce wezwać lekarza, ale Robak wie, że umiera - ma dawną ranę spod Jeny, która się otworzyła, jest gangrena.
Zostają sami - Sędzia, Gerwazy i umierający Robak. Wtedy ksiądz wyznaje: „Jam jest Jacek Soplica!”. Gerwazy blaknie z wściekłości, chwyta za rapier. Ale Jacek opowiada swoją historię - jak kochał Ewę Horeszkównę, córkę Stolnika. Stolnik udawał przyjaźń, potrzebował go politycznie, ale gardził nim jako gorszym szlachcicem. Gdy Ewa miała wyjść za wojewodę, zaczęła chorować z miłości do Jacka. Stolnik podczas pożegnania, gdy Jacek wyjeżdżał na zawsze, chłodno wspomniał o ślubie córki, jakby drwiąc.
W dniu szturmu Moskali na zamek Jacek patrzył z daleka. Gdy Stolnik wyszedł na ganek po zwycięstwie, wydało się Jackowi, że go poznał i szydzi z niego - wtedy strzelił. Od tego czasu wszyscy nazywali go zdrajcą. Uciekł z kraju, pokutował - wstąpił do zakonu, został Robakiem. Walczył za Polskę w powstaniach, był w pruskich więzieniach, bity kijami przez Moskali, w austriackim Szpilbergu. Zajął się Zosią, wnuczką Stolnika. Teraz może zbyt wcześnie wzniecił powstanie, ale chciał, aby dom Sopliców pierwszy się zbrojnie podniósł.
Gerwazy wzruszony wyznaje, że umierający Stolnik pokazał ręką na Jacka i uczynił w powietrzu znak krzyża - przebaczył mu. Ale Gerwazy z gniewu o tym milczał przez lata. Przybywa Jankiel z listem od generała Fiszera - cesarz Napoleon ogłosił wojnę z Rosją, w Warszawie sejm przyłącza Litwę do Księstwa. Jacek ze łzami radości mówi „Teraz, Panie, sługę Twego puść z pokojem!”. Przybywa pleban z wiatykiem. Promienie wschodzącego słońca padają na głowę umierającego Jacka, otaczając go jak świętego ognistą koroną.
Księga XI - Rok 1812
Jest wiosna 1812 roku - roku, który lud nazywa rokiem urodzaju, a żołnierze rokiem wojny. Dziwne przeczucia ogarniają Litwinów - bydło nie chce paść się na łąkach, wieśniacy pracują bez ochoty, wszyscy spoglądają z niepokojem na zachód. Ptaki wracają tłumnie z ciepłych krajów. I nagle pojawiają się nowe „stada” - chorągiewki i sztandary wojsk napoleońskich! Pułk za pułkiem, piechota i konnica płyną drogami na północ. „Wojna! wojna!” - krzyczą ludzie ze łzami. „Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami!”.
Przez Soplicowo prowadzi wielka droga, którą ciągną wojska księcia Józefa Poniatowskiego i króla westfalskiego Hieronima. W Soplicowie stanął obóz 40 tysięcy żołnierzy z generałami - Dąbrowskim, Kniaziewiczem, Małachowskim, Giedrojciem, Grabowskim. Generał Dąbrowski chce mieć na jutro obiad polski. Wojski całą noc przygotowuje ucztę według książki „Kucharz doskonały” - jest wielki dostatek mięs wszelakich, tylko drobiu mało, bo Sak podczas zajazdu wyniszczył kurnik Zosi.
Nazajutrz rano, w święto Najświętszej Panny Kwietnej, lud gromadzi się przed kaplicą. Wszyscy chcą zobaczyć słynnych dowódców legionów, o których tułactwach i bitwach opowiadano jak o świętych. Lud ze wzruszeniem ogląda polskich żołnierzy w mundurach, zbrojnych i wolnych. Po mszy Podkomorzy, wybrany marszałkiem konfederacji, ogłasza uroczyście rehabilitację Jacka Soplicy. Opowiada o jego bohaterskich czynach - jak pod Hohenlinden przeniósł rozkazy między generałami, jak pod Somosierrą był ranny obok Kozietulskiego, jak zakładał tajne towarzystwa. Cesarz nadał mu pośmiertnie krzyż Legii Honorowej, który Podkomorzy wiesza na grobie. Lud modli się za duszę Jacka.
Na przyzbie siedzą dwaj starcy - Gerwazy i Protazy, popijając miód i rozmawiając o końcu procesu Horeszków z Soplicami. Mówią, że małżeństwo zawsze jest najlepszym sposobem zakończenia sporów - tak się godziły wielkie rody. Protazy wspomina, jak rok temu dwa wróble biły się na podwórzu - jeden reprezentował Horeszków, drugi Sopliców, a Zosia nakryła je ręką, co było znakiem, że pogodzi zwaśnione rodziny. Gerwazy przyznaje, że od dziecka lubił Tadeusza, choć nienawidził Sopliców - zawsze czuł, że chłopiec urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.
W ogrodzie młody ułan (Tadeusz w mundurze) rozmawia z Zosią. Pyta, czy naprawdę go kocha, czy tylko ulega woli starszych. Zosia wyznaje, że pamięta jego łzy przy pożegnaniu, które „wpadły jej aż do serca”, że przez całą zimę w Wilnie tęskniła do pokoju, gdzie się poznali i często wymawiała jego imię. „Jeżeli kocham, to już chyba pana” - mówi nieśmiało.
Tymczasem Wojski organizuje polowanie dla pogodzenia Asesora z Rejentem. Oba charty - Kusy i Sokół - jednocześnie chwytają zająca, kończąc wieloletni spór o to, który jest lepszy. Szczwacze podają sobie ręce, wymieniają się prezentami - Rejent daje Asesorowi bogaty rząd turecki, Asesor daje Rejentowi cenne obrożki. (Była pogłoska, że Wojski specjalnie wypuścił oswojonego zająca, aby pogodzić zwaśnionych).
W wielkiej sali zamkowej goście czekają na ucztę. Sędzia przyprowadza pierwszą parę narzeczonych - Tadeusza i Zosię. Zosia ma na sobie tradycyjny strój litewski - białą spódniczkę, zieloną suknię z różową obwódką, gorset sznurowany wstążkami, sierp we włosach jak żniwiarka. Generał Kniaziewicz stawia ją na stole, wszyscy zachwyceni klaszczą. Wodzowie ze łzami patrzą na dziewczynę w narodowym stroju, który przypomina im młodość i dawne miłości. Hrabia (teraz pułkownik, bo wystawił własnym kosztem pułk jazdy) rysuje portret Zosi.
Wchodzi druga para - Asesor w mundurze żandarmerii napoleońskiej z Teklą Hreczeszanką. Asesor porzucił Telimenę i dla złośliwości zaręczył się z Wojszczanką. Trzeciej pary - Rejenta z Telimeną - jeszcze nie ma. Rejent szuka na łące zgubionego pierścionka ślubnego (zgubił go podczas polowania), a Telimena wciąż się stroi i nie może skończyć toalety.
Księga XII - Kochajmy się
Rozpoczyna się ostatnia uczta staropolska. Wojski jako marszałek dworu wskazuje wszystkim miejsca - Podkomorzy-Marszałek konfederacji zajmuje honorowe miejsce, obok generałowie Dąbrowski i Kniaziewicz. Sędzia przyjmuje włościan na dziedzińcu (starym zwyczajem nowi dziedzice sami im usługują). W centrum stołu stoi wspaniały serwis, rzekomo wykonany w Wenecji dla księcia Radziwiłła Sieroty. Porcelanowe figurki przedstawiają scenę polskiego sejmiku - naradę, głosowanie, spory, a nawet szlachcica wołającego „Veto!”. Wojski opowiada, jak dawniej wiara utrzymywała porządek bez policji.
Serwis zmienia barwy wraz z porami roku - najpierw zimowy krajobraz z cukrowej piany, potem wiosna ze zbożami z czekolady, lato, jesień - aż zostają tylko gałązki cynamonu. Generał Dąbrowski zachwycony pyta, czy wszędzie na Litwie są takie serwisy. Wojski narzeka, że teraz wchodzi nowa moda - panowie skąpią na uczty, a pieniądze tracą w karty.
Przybywa spóźniony Maciej Dobrzyński, ponury i sceptyczny wobec Napoleona. Mówi, że dla Polski potrzeba polskiego bohatera, nie Francuza. Narzeka na rabunki wojska, że cesarz idzie do Moskwy „bez Boga”, bo jest pod klątwą biskupią. Sędzia przerywa nieprzyjemną rozmowę. Gerwazy przynosi Scyzoryk i z wielką ceremonią wręcza go generałowi Kniaziewiczowi, który jako jedyny może władać tym ciężkim mieczem. Klucznik mówi wzruszony: „Nie miałem żony ni dziecka, Scyzoryk był mi wszystkim. Teraz niech tobie służy!”. Daje rady, jak nim władać - „od lewego ucha ciąć oburącz”.
Wchodzi trzecia para narzeczonych - Rejent w nieprzyzwoitym dla niego fraku (Telimena zmusiła go, aby porzucić kontusz) i Telimena w najmodniejszym stroju. Hrabia poznaje ją i chce wyzwać rywala na pojedynek, ale Telimena bierze go na stronę. Pyta, czy gotów się z nią natychmiast ożenić - Hrabia wykręca się poetyckimi frazesami o duchach i planetach. „Jestem kobietą, nie planetą!” - odpowiada mu i grozi, że jeśli przeszkodzi jej ślubowi, zadrapie go paznokciami.
Tadeusz rozmawia z Zosią o uwolnieniu chłopów - chce oddać im ziemię na własność. Zosia zgadza się, mówiąc, że wieś woli od miasta, a gospodarstwa się nauczy. Gerwazy niechętnie godzi się na wolność dla chłopów, ale radzi, żeby ich uszlachcić, nadając herby. Oferuje skarb Horeszków ukryty w zamku i własne oszczędności. Protazy czyta panegiryk na 300 wierszy, aż Tadeusz i Zosia przerywają oklaskami. Sędzia ogłasza wolność chłopom, którzy ze łzami dziękują.
Zaczyna się polonez. Jankiel gra na cymbałach jak natchniony - najpierw poloneza Trzeciego Maja, potem fałszywy akord Targowicy („To Targowica!” - krzyczy Gerwazy), rzeź Pragi, pieśń o żołnierzu tułaczu, aż wreszcie z triumfem „Jeszcze Polska nie zginęła! Marsz Dąbrowski do Polski!”. Stary Żyd płacze ze wzruszenia: „Długo cię Litwa czekała jak my Żydzi Mesjasza!” i całuje rękę generała.
Podkomorzy prowadzi poloneza z Zosią. Opisany jest pięknie taniec - jak przez gesty i ruchy można odczytać uczucia tancerza, jego zaloty do damy, zazdrość o rywali. Wszyscy wołają: „To może ostatni, kto tak poloneza wodzi!”. Pary kręcą się jak wąż olbrzymi, barwne stroje migocą w promieniach zachodzącego słońca.
Tylko kapral Sak (niegdyś konkurent do ręki Zosi) stoi smutny i wspomina dawne zaloty. W końcu idzie grać w karty z żołnierzami. Zosia tańczy wesoła w zielonej sukience, „śród traw i kwiatów krąży niewidzialnym lotem, jak anioł”. Wszyscy chcą z nią tańczyć, ale ona zostaje przy Tadeuszu.
Słońce zachodzi, chmurki „jak trzody owiec” zapowiadają pogodę. Szlachta wznosi toasty - za Napoleona, wodzów, młode pary, wszystkich żywych i zmarłych przyjaciół. Kończy się epilog narratora: „I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, a com wiedział i słyszał, w księgi umieściłem.”
Tak kończy się epopeja - od sielskiego poranka w Soplicowie, przez spory i zajazd, aż do wielkiej uczty pojednania w wolnej Polsce. Ostatnie słowa utworu to wezwanie z tytułu księgi: „Kochajmy się!”.
Epilog
Epilog jest bardzo osobistym wyznaniem Mickiewicza, pisanym już nie jako część fabuły, ale jako bezpośredni zwrot poety do czytelników. Napisany w Paryżu, wyjaśnia genezę utworu.
Poeta opisuje tragiczną sytuację emigrantów po upadku powstania listopadowego (1831) - „żeśmy w czas morowy lękliwe nieśli za granicę głowy”. Emigranci są odrzuceni, wszędzie widzą wrogów, świat życzy im śmierci. Słyszą tylko złe wieści z Polski „bijące jak dzwon smętarza”. W rozpaczy "plwają na siebie i żrą jedni drugich".
Mickiewicz wyjaśnia, dlaczego sięgnął po temat z przeszłości. Chciał uciec myślami od okropności - „pominąć strefy ulewy i grzmotu” i szukać „cienia i pogody” w kraju dzieciństwa. Jedyne szczęście emigranta to zamknąć drzwi od „Europy hałasów” i marzyć o swojej krainie.
O współczesnej Polsce, świeżo pogrzebanej, poeta nie ma sił mówić - „O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie złożona... Nie masz sił mówić o tobie!”. Serca Polaków są jak kamienie, łzy zastygły, trzeba czekać aż „wiek przeminie”, nim znajdą się usta, które potrafią wyrazić tę rozpacz.
Jest jednak wizja nadziei - kiedyś, gdy orły polskie dolecą do dawnych granic Chrobrego, gdy wróg ostatni padnie, wtedy wolni rycerze „rzuciwszy miecze, siędą rozbrojeni” i będą słuchać opowieści o przeszłości. Wtedy będą mogli płakać nad losem ojców.
Dla emigrantów jedyną ostoją jest „kraj lat dziecinnych” - święty i czysty jak pierwsze kochanie, niezaburzony błędami, niezmieniony wypadkami. Ten kraj był „ubogi i ciasny”, ale był ich własny. Znali każde drzewo, każdy kamień. Tam mieszkali matka, bracia, dobrzy sąsiedzi. Nawet po psie płakano tam szczerzej „niż tu lud po bohaterze”.
Przyjaciele pomagali poecie w tworzeniu - rzucali mu „słowo po słowie” jak żurawie z bajki, które rzuciły po piórku zaklętemu chłopcu, by mógł zrobić skrzydła i wrócić do swoich.
Poeta marzy, żeby jego księgi trafiły „pod strzechy”, żeby wieśniaczki czytały je jak ludowe pieśni o dziewczynie co „przy skrzypeczkach gąski pogubiła”. Wspomina, jak za jego czasów pod lipą czytano „Pieśń o Justynie”, a pan włodarz słuchał, chwalił piękności i wybaczał błędy. Kończy wyznaniem, że bardziej niż „laur Kapitolu” ceniłby sobie „wianek rękami wieśniaczki usnuty z modrych bławatków i zielonej ruty” - to uznanie prostego ludu.
Epilog jest więc kluczem do zrozumienia całego utworu - wyjaśnia, że „Pan Tadeusz” powstał z tęsknoty emigranta za utraconą ojczyzną, jako ucieczka w świat szczęśliwego dzieciństwa od okropności teraźniejszości. To literacka arka, która miała ocalić od zapomnienia świat, który właśnie ginął.