MaturaPolski.pl Zdaj polski na 100%

Pieśni Kochanowskiego — streszczenie i omówienie

Spis treści (4)

„Pieśni” Jana Kochanowskiego to zbiór liryków wydany pośmiertnie w 1586 roku, złożony z „Ksiąg pierwszych” i „Ksiąg wtórych”. Poniżej streszczenie i omówienie wybranych, najczęściej omawianych na maturze pieśni z „Ksiąg wtórych” — Pieśni II, IX, XIV i XXIV — utwór po utworze: treść, obrazowanie i sens każdego z nich.

Pieśń II — „Nie dbam, aby zimne skały”

Pieśń miłosna skierowana do Hanny. Podmiot otwiera ją odrzuceniem orfejskiego toposu: nie zależy mu, by od jego grania tańcowały zimne skały, by słuchały go wilki, a lasy biegły za nim. Tę nadprzyrodzoną moc pieśni — atrybut mitycznych Amfijona i lutnisty Aryjona — uznaje za przewyższoną, ale nie dla rozgłosu, lecz dlatego, że śpiewa wyłącznie dla jednej kobiety. Deklaruje, że nie uwiedzie go sama uroda ani wjeżdżające „na plac” rywalki z herbami starożytnych domów i „zacnym plemieniem dziadów bitnych” — chce podobać się mową uczonej białogłowie, a pochwała Hanny znaczy dla niego więcej niż cudza nagana. Pojawia się motyw zazdrości, która zawsze czyha na cnotę, tak jak wiatry krzywią bujne drzewo; podmiot prosi ukochaną o pomoc, bo razem zazdrość im nie zagrozi.

Druga część to rozbudowane zaproszenie na wieś, zbudowane na obrazie budzącej się wiosny. Czekają na nią same ściany domu i lipa stojąca pośrodku dworu, która co rusz wygląda jej z boru. Podmiot każe zakładać bystre konie i samej Hannie gotować się do drogi, bo „teraz naweselsze czasy”: zielenią się lasy, łąki kwitną rozmaicie, zająca już nie widać w zbożu, oracz spogląda z nadzieją na plony (że „będzie miał z czym do Wisły”), stada igrają przy wodzie, a pasterz siedzący w chłodzie gra proste pieśni na piszczałce, gdy obok skaczą leśni faunowie. Pieśń wieńczy wezwanie w duchu carpe diem: trzeba się kwapić, póki jasne zorze nie zapadły w morze, bo zaraz wstaną czarne ćmy nocy.

Pieśń IX — „Nie porzucaj nadzieje”

Pieśń o charakterze stoicko-horacjańskim, oparta na motywie zmienności losu. Otwiera ją pociecha: nie należy porzucać nadziei, cokolwiek się dzieje, bo to nie ostatnie słońce zachodzi — po złej chwili przychodzi piękny dzień. Myśl tę unaocznia obraz cyklu pór roku: lasy tracą całą krasę przez zimne czasy, a śniegi wysoko przykrywają pola, lecz po chwili przyjdzie wiosna, śnieg z wolna zejdzie, a ziemia, gdy ją słońce zagrzeje, znów odzieje się w rozliczne barwy.

Z tego obrazu wyrasta centralna sentencja: „Nic wiecznego na świecie”, radość plecie się z troską, a gdy jedna z nich osiągnie szczyt, należy spodziewać się najszybszej odmiany. Kochanowski piętnuje brak umiaru: człowiek hardzieje, gdy mu się dobrze wiedzie, a gdy Fortuna go zawiedzie, od razu zwiesza głowę i traci powagę. Przeciw temu stawia ideał stoickiej równowagi — „na szczęście wszelakie serce ma być jednakie” — bo Fortuna szydzi z ludzi w żywe oczy, dając i odbierając wedle własnego kaprysu. Tego, co może być wrócone, nie wolno uważać za stracone. Pieśń zamyka akcent religijny: Bóg wiele może odmienić w jednej godzinie, a kto Mu zaufa, nie zaginie — stoicka stałość zostaje więc ugruntowana w ufności do Opatrzności.

Pieśń XIV — „Wy, którzy Pospolitą Rzeczą władacie”

Pieśń obywatelska i polityczna, zbudowana jako apostrofa do rządzących Rzecząpospolitą i sprawujących sądy — tych, którym „ludzką sprawiedliwość w ręku” powierzono i którym zlecono „paść” lud, nazwany „stadem Bożym”. Podmiot przypomina im, że zasiedli na ziemi miejsca Boże i mają mieć na pieczy nie własne korzyści, lecz cały ludzki rodzaj.

Kluczowa jest myśl o odpowiedzialności: zwierzchność nad mniejszymi została im dana, ale i oni mają nad sobą Pana — Boga, przed którym kiedyś zdadzą rachunek ze swych spraw, i tam „trudno krzywemu wynić” (umknąć karze). Ten najwyższy sędzia nie bierze darów i nie pyta, czy ktoś jest chłopem, czy poczytuje się za hrabiego; czy widzi go w prostej siermiędze, czy w złotogłowiu — jeśli choć trochę przewinił, ma być w okowach. Podmiot przeciwstawia własny grzech, którym szkodzi tylko sobie, grzechom rządzących, i kończy ostrzeżeniem o wadze publicznej: to właśnie występki przełożonych gubiły miasta i niszczyły do gruntu szerokie państwa.

Pieśń XXIV — „Niezwykłym i nie leda piórem”

Finałowa pieśń ksiąg wtórych to parafraza Horacjańskiej ody (Exegi monumentum / II 20) na temat nieśmiertelnej sławy poety. Podmiot, „opatrzony niezwykłym piórem”, zapowiada, że jako poeta złożony z dwojakiej natury poleci precz; nie będzie już więcej przebywał na ziemi i jako większy nad zazdrość wzgardzi ludnymi miastami. Zwraca się przy tym z apostrofą do swego mecenasa, Myszkowskiego, deklarując, że nie umrze ani nie zamknie go w swych odnogach niewesoły Styks.

Sercem utworu jest obraz metamorfozy poety w ptaka (łabędzia): chropawa skóra pokrywa goleni, wierzch głowy mieni się w ptaka białego, po palcach puszczają się nowe piórka, a z ramion wyrastają sążniste skrzydła. Tak przemieniony, prędszy nad przeważnego Ikara, nawiedzi puste brzegi hucznego Bosforu, Syrty cyrenejskie i pola za zimnymi Tryjonami. Sławę poety poznają najdalsze ludy — Moskwa, Tatarzy, Anglicy, Niemiec, waleczny Hiszpan i ci, co piją głęboki nurt Tybru. Pieśń, a wraz z nią cały zbiór, zamyka odrzucenie żałoby: przy „próżnym pogrzebie” nie ma być narzekania, lamentu ani uskarżania, nie trzeba świec, dzwonów, drogo słanych mar ni żałobnych psalmów — bo poeta, żyjący w sławie, naprawdę nie umiera.

Chcesz sprawdzić znajomość „Pieśni” przed maturą? Przećwicz zadania maturalne z twórczości Jana Kochanowskiego na stronie matury-online.pl/zadania/polski/piesni.