Zemsta — streszczenie szczegółowe
Spis treści (4)
Komedię poprzedza motto z Andrzeja Maksymiliana Fredry: „Nie masz nic tak złego, żeby się na dobre nie przydało. Bywa z węża dryjakiew, złe często dobremu okazyją daje” — zapowiedź, że nawet zła zwada może obrócić się ku dobremu (jak zjednoczący wszystkich finałowy ślub). Rzecz dzieje się na wsi, w starym zamku, którego dwie połowy zajmują dwaj zwaśnieni sąsiedzi.
Akt I — ekspozycja konfliktu i intrygi swatów
Scena 1 (Cześnik i Dyndalski). Cześnik Raptusiewicz — porywczy, niemłody szlachcic w żupanie i szlafmycy — przy porannej polewce rozważa nad papierami opłacalne małżeństwo z bogatą wdową, Podstoliną: „Trzy folwarki!”, znaczne czynsze, wyśmienita gleba. Waha się między nią a swoją synowicą (bratanicą) Klarą, nad którą jest opiekunem i krewnym, lecz uznaje Klarę za zbyt młodą i płochą („któż za jutro mi zaręczy”) i decyduje się na wdowę o większych dochodach. Jego marszałek Dyndalski rzuca dwuznaczną uwagę, że Podstolina „czegoś więcej czeka”, co Cześnik kwituje śmiechem. Komizm sceny budują przyziemne dolegliwości pana młodego, które wylicza sługa: pedogra (podagra), kurcz żołądka „po przepiciu”, rumatyzmy — Cześnik bagatelizuje je, uznając, że skoro i wdowa zapewne coś ukrywa, „byle tylko w dalszym życiu między nami była kwita”.
Scena 2 (wejście Papkina). Pojawia się Papkin — wystrojony po francusku samochwał i tchórz, z parą pistoletów pod pachą, mówiący szybko i bez przerwy. Zmyśla bohaterskie przygody: rzekomo zajeździł konie i rozbił kolaskę pędząc na rozkaz Cześnika, pokazuje „wystrzelony” pistolet (Dyndalski kwituje na stronie: „Gdzieś na wrony”), przechwala się, że jest doskonałym jeźdźcem i że zakochała się w nim grecka księżna. Cześnik bezlitośnie go demaskuje i przypomina, że ma nad nim władzę — może go kazać zamknąć „za wiadome dawne sprawki” — więc Papkin musi go słuchać. Cześnik powierza mu dwa zadania. Najpierw zdradza tło wieloletniego sporu: ojciec Klary kupił stary zamek wraz ze wsią, ale drugą połowę zamku dziedziczy Rejent Milczek — człowiek z pozoru „słodki, cichy, z kornym licem, ale z diabłem w duszy”. Nie ma dnia bez sprzeczki i zwady. Cześnik nie chce ani pisać do „niecnoty”, ani iść do niego osobiście (boi się, że Milczek mógłby go skrycie otruć lub zabić), więc Papkin ma zostać jego posłem. Papkin wzbrania się, twierdząc komicznie, że „z powicia ślub uniósł nigdy w życiu nie być posłem” i woli rycerskie dzieło, ale Cześnik ucina: „Czym ja zechcę, Papkin będzie”. Drugie zlecenie: Cześnik się żeni i to Papkin — wymowny w sprawach niewieścich, czego sam Cześnik o sobie nie powie — ma wyswatać mu Podstolinę.
Scena 3 (Papkin sam). Papkin obmyśla własną intrygę przy podziale łupów: Cześnikowi odda „malowidło nieco stare”, czyli Podstolinę, a sam zdobędzie śliczną Klarę, którą od dawna upatrzył sobie na żonę — przeszkadza mu tylko Cześnik „stojący jak ściana” między nimi. By zwrócić na siebie uwagę, śpiewa przy angielskiej gitarze żartobliwą serenadę-piosenkę o kocie („Córuś moja, dziecię moje... Oj kot, pani matko, kot, kot”).
Scena 4 (Papkin i Podstolina). Wchodzi Podstolina. Papkin wita ją kwiecistym, przesadnym komplementem („pół anioła”, „kolosalny wzorze cnoty”) i całuje w rękę. Próbuje zręcznie napomknąć o jej zamęściu, oplatając rzecz zmyśloną anegdotą o wieczerzy u lorda Pembroke i plotce, że „piękna Hanna idzie za mąż” — za przyjaciela, człowieka grzecznego, majętnego i statecznego. Podstolina szybko (na stronie) odgaduje, że to poselstwo od Cześnika, i nazywa Papkina „głupim mędrkiem”. Na wprost pytany, czy zostanie żoną Cześnika, odpowiada wymijająco: „Cieszyłby się z odpowiedzi” i wychodzi. Papkin zostaje zbity z tropu, podejrzewając przez chwilę komicznie, że to on sam jest obiektem jej spojrzeń.
Scena 5 (powrót Cześnika). Cześnik wpada już ubrany, wściekły: Rejent Milczek go „napada” i żąda otwartej wojny — ośmielił się naprawiać graniczny mur, przysłał trzech murarzy. Cześnik wzywa, by „kto żyje” biegł, pędził i bił — spór o mur graniczny staje się iskrą, która rozpala główną akcję komedii. Wysyła Papkina, by siłą spędził murarzy z roboty; tchórzliwy Papkin próbuje grać na zwłokę („wysłuchaj wprzody mojej szczytnej ody do pokoju”), ale w końcu rusza ze spuszczoną głową, przewidując „pewne guzy”.
Scena 6 (Klara i Wacław — wątek miłosny). Zmiana dekoracji: ogród z na wpół zburzonym murem granicznym, po obu stronach narożniki mieszkań Rejenta i Cześnika, altana. Tu rozwija się drugi, liryczny wątek komedii — miłość młodych z dwóch zwaśnionych domów (motyw bliski Romeowi i Julii). Wacław, syn Rejenta, przekrada się wyłomem w murze do altany, gdzie czeka Klara, synowica Cześnika. Klara z czułym wyrzutem wypomina ukochanemu jego wieczną niecierpliwość i coraz nowe żądania: cytuje jego dawne wyznania (od prośby „pozwól kochać siebie”, przez pytania „kochasz ty mnie, droga Klaro?”, po skargi na „zimną kratę”), pokazując, że za każdym spełnionym pragnieniem przychodzi następne. Wacław wyjawia, czego naprawdę chce: zamęścia, ślubu, który zabezpieczyłby ich przyszłość, bo ciągłe spory jej stryja z jego ojcem grożą rozdzieleniem zakochanych. Namawia ją w domyśle do potajemnej ucieczki i ślubu, lecz Klara stanowczo odmawia hańby — „Gdzie mnie zechcesz, znajdziesz wszędzie zawsze twoją — prócz w niesławie”; nie zgodzi się być wykradzioną. Słysząc kroki, czule, ale stanowczo wyprawia Wacława (wymiana: „Jak nie zmienisz, żyć przestanę” — „Przestaniemy — jeśli zechcesz”).
Scena 7 (bójka o mur). Papkin ze Śmigalskim i służbą z kijami nadciąga do murarzy. Komizm tchórzostwa: Papkin najpierw „grzecznie, ładnie” prosi majstra i robotników, by przerwali, a gdy ci go ignorują, rozkazuje Śmigalskiemu zacząć bójkę — sam zaś chowa się za róg domu. W oknach pojawiają się obaj panowie. Cześnik powołuje się na prawo („jak kupiono mur graniczny, tak zostanie”), Rejent obłudnie i słodko nazywa go rozbójnikiem, podżegając jednocześnie murarzy do dalszej pracy. Dochodzi do bijatyki — ludzie Cześnika wchodzą na mur. Rejent z bezpiecznej pozycji w oknie cynicznie zagrzewa do bicia („niechaj bije, świat nie zginie!”) i zapowiada, że za to „skryje” Cześnika przez sąd. Rozjuszony Cześnik woła o gwintówkę (strzelbę), by „strącić tę makówkę”; Rejent czmycha od okna („fugas chrustas”). Cześnik każe Śmigalskiemu odebrać murarzom narzędzia, a za pobicie rzucić im półzłotek czy złoty baserunku (odszkodowania). Gdy wszyscy odchodzą, Papkin — sam, do pustego, opuszczonego muru — odgraża się rzekomym hultajom, których już nie ma: „Jutro cały zamek zburzę”.
Scena 8 (Papkin i Wacław). Za plecami Papkina staje Wacław i z drwiącą uniżonością „poddaje się” samochwałowi, udając jeńca, by zakpić z jego junactwa. Papkin natychmiast nadyma się dumą i bierze go „do niewoli”. Wacław przedstawia się fałszywie jako komisarz (pełnomocnik) swego pana, czyli Rejenta — nie wyjawia, że jest synem Rejenta. Papkin (na stronie) liczy, że przyprowadzając Cześnikowi jeńca, wysłuży sobie obietnicę ręki Klary, i prowadzi „jeńca” do zamku.
Akt II
Scena 1 (Papkin, Cześnik, Wacław). W pokoju Cześnika wyczerpany (teatralnie) Papkin rzuca się w krzesło, domaga się starego wina i przedstawia rozbuchaną, kłamliwą relację ze swych „bohaterskich” czynów w bójce: jakoby otoczony przez tłum murarzy i pachołków „młócił” ich niczym cepami, usypując mogiłę z ciał. Cześnik bezlitośnie kwituje: „Gracko — z tyłu stałeś”. Papkin prezentuje swą zdobycz — rzekomego komisarza Milczka wziętego „w jasyr”. Cześnik, niezadowolony, każe Wacławowi odejść i przekazać panu, że każda zaczepka spotka się z odwetem. Wacław próbuje pośredniczyć, delikatnie proponując sąsiedzkie pojednanie i wzajemne ustępstwa. Cześnik wybucha słynną odmową: „Ja z nim w zgodzie? — Mocium panie, wprzódy słońce w miejscu stanie! Wprzódy w morzu wyschnie woda, nim tu u nas będzie zgoda!”, a Rejenta — człowieka, „co się wszystkim nisko kłania” — stawia w jednym szeregu z powietrzem, ogniem i wojną, od których prosi Boga, by go bronił. Na pojednawcze „Lepiej nisko niż nic wcale” ucina rozmowę i wychodzi, lekceważąco nazywając Wacława „kaznodzieją” Rejenta.
Scena 2 (Papkin i Wacław). Obaj zgodnie stwierdzają, że pogodzić tych dwóch ludzi — „ogień, woda” — nie sposób. Wacław oświadcza, że zostanie w niewoli (w istocie chce być blisko Klary). Papkin, nasamochwaliwszy się rzekomą dziesięcioletnią karierą wojenną i tysiącami jeńców, najpierw wspaniałomyślnie „uwalnia” Wacława za okup „co łaska”, lecz ten uparcie obstaje przy pozostaniu w niewoli („Kto mnie ujął, niech mnie trzyma”), czym wprawia Papkina w komiczne zakłopotanie. Sytuacja się odwraca, gdy Wacław pokazuje sakiewkę złota: przekupuje nią Papkina, by ten przyjął go do służby u Cześnika i zataił jego obecność. W trakcie targu Wacław wyjawia prawdę — jest Wacławem, synem Rejenta — co przeraża Papkina (obu grozi zguba). Wacław dodatkowo zastrasza go groźbą kulki „z wiatrówki”, jeśli ten go zdradzi. Papkin, rozdarty (jak ujmuje na stronie: „w moim jeńcu mam rywala” — Cześnik mógłby go zamknąć, Wacław zastrzelić), ulega pokusie złota i godzi się milczeć.
Scena 3 (Wacław i Klara). Klara, która wszystko podsłuchała, najpierw karci ukochanego za szaleńczy zamiar pozostania w domu wroga. Wacław odpowiada poetycką deklaracją, że skoro „rozsądku zwykłą drogą” ich losy połączyć się nie mogą, trzeba iść śmiało „manowcami”, ku brzaskowi nadziei. Klara daje się przekonać, udziela mu pozwolenia na pozostanie i podsuwa plan: dostęp do stryja wiedzie przez Podstolinę. Zdradza, że Cześnik i Podstolina właśnie wyznali sobie miłość — wdowa przyrzekła mu rękę. Radzi Wacławowi, by pochlebstwami (chwaląc rozum, cnotę i urodę wdowy) zjednał ją sobie i zdobył miejsce w domu. Sama biegnie sprowadzić Podstolinę do rzekomego suplikanta.
Scena 4 (Wacław sam). Krótki liryczny monolog o zmienności „płci pięknej” — jej radości i żale są jak lekkie fale jeziora, wiecznie goniące jedna drugą, podczas gdy mężczyźni, „dumni władcy świata”, całe życie gonią za ulatującym cieniem niczym motyle.
Scena 5 (Wacław i Podstolina — scena rozpoznania). Kluczowy zwrot wątku miłosnego. Podstolina wchodzi do „suplikanta” — i oboje rozpoznają się: Podstolina to Anna, dawna ukochana Wacława, którego niegdyś znała jako „księcia Radosława” (Wacław zalecał się do niej pod zmyślonym tytułem i nazwiskiem — „studenckie przewinienia”). Wdowa relacjonuje, że jej trzeci mąż, podstoli Czepiersiński, „zaślubiwszy mnie na wiosnę, już w jesieni leżał w grobie”. Wacław, zmieszany, wyznaje, że tytuł księcia i całe dawne imię były zmyślone. Następuje wymiana wzajemnych wyrzutów o dawną zdradę: on się zmienił, ona zaś nie czekała długo — „podstolemu spadło wieko, już ci Cześnik na usługi”. Wacław ujawnia prawdziwą tożsamość: „Wacław Milczek, syn Rejenta”, w dodatku „żonaty prawie” (związany z Klarą). Podstolina przerażona, że Cześnik odkryje w nim rywala, lecz zaraz zmienia ton na czuły: „Tyś kochany był jedynie; nad sto książąt ciebie wolę!” — i zaprasza go do swych komnat, by go ukryć i bronić. Wacław czuje się osaczony: „Ach, Papkinie, wziąłeś, wziąłeś mnie w niewolę!”
Scena 6 (wejście Klary). Wchodzi roześmiana Klara. Wśród zakłopotania Podstolina zręcznie kryje sprawę: oświadcza, że interes „jegomościa” jest wielkiej wagi i poufny, prosi Klarę o dyskrecję i wyprowadza Wacława do swych komnat „przejrzeć dokumenta”. Klara (na stronie) bawi się sytuacją — oszukana (Podstolina) sama chce teraz oszukiwać, a pokorny Wacław zdawał się błagać wdowę o obronę; ledwie powstrzymuje śmiech, lecz upomina się sama, że do triumfu jeszcze daleko.
Scena 7 (Klara i Papkin). Papkin zalicza się do Klary w napuszonym, przekombinowanym stylu (pustynia arabska, Feb, kropla rosy wskrzeszająca zwiędłą lilię, „starościanko miodopłynna”). Klara ironicznie podejmuje grę i — niczym dama wystawiająca rycerza na próbę — opowiada o dawnych rycerzach, którzy przed wyznaniem miłości kruszyli kopie w turniejach. Papkin natychmiast wpada w bombastyczną przechwałkę o swoim rzekomym męstwie („Tam był Papkin — lew zuchwały! Strzelec boski! — rębacz diabli!”), aż Klara parska śmiechem. Gdy prosi o pozwolenie na konkury, Klara stawia warunek: „lata próby”, dowody posłuszeństwa, wytrwałości i śmiałości. Papkin gotów „w ogień skoczyć”; Klara stawia trzy próby: posłuszeństwa — milczeć sześć miesięcy; wytrwałości — rok i sześć dni o chlebie i wodzie; śmiałości — sprowadzić jej żywego krokodyla z dalekiej krainy. Tylko ten, kto to spełni, powiedzie ją przed ołtarz. Po czym wychodzi.
Scena 8 (Papkin sam). Komiczna konsternacja: „Krrrokodyla! — Tylko tyle!” Papkin drwi z mody na panny żądające potworów zamiast dawnego kanarka, lecz uznaje, że post i milczenie to fraszka, a krokodyla „czart, nie Papkin przystawi”. Wybiegający Wacław rzuca mu sakiewkę z rozkazem milczenia („Masz — milcz, bo wiesz!”). Papkin w zabawnym monologu „wiem i nie wiem” podsumowuje swe rozdarcie — z jednej strony grozi mu kulka Wacława, z drugiej szabla Cześnika — kwitując rzecz łacińskim „Beatus, qui tenet” (szczęśliwy, kto trzyma — to jest: pieniądz).
Scena 9 (Cześnik i Papkin). Cześnik wraca w triumfie: dostał ostateczne słowo Podstoliny, dziś zrękowiny. Z dobroduszną przechwałką opowiada, jak ją zdobył (zezki, umizgi, „koperczaki”, aż wstydliwy pocałunek i pierścień: „Stój, Macieju... masz ten pierścień — szczęść nam Boże!”). Następnie zleca Papkinowi nowe, groźne zadanie: ma pójść wyzwać Rejenta na pojedynek — „circa quartam” (około czwartej) u trzech kopców w Czarnym Lesie. Przerażony Papkin proponuje raczej napisać, lecz Cześnik odmawia (do pisania trzeba „tęgiej głowy”). Papkin błaga, przypominając słowa samego Cześnika, że Rejent „gotów otruć, zabić skrycie”; Cześnik lekceważy strachy, przekupuje go obietnicą sowitej zapłaty, całuje w czoło i wychodzi, zostawiając Papkina ze skrzywioną miną.
Akt III
Scena 1 (Rejent i murarze). W swoim pokoju obłudny, „bogobojny” Rejent fabrykuje pozew przeciw Cześnikowi, manipulując dwoma murarzami. Łańcuszkiem podchwytliwych pytań („bili” → „zbili” → „skaleczyli” → „rana” → „pozbawieni chleba”) wmawia im krzywdy, których nie doznali; dopisuje im nieistniejącą „matkę, żonę, czworo dzieci” (gdy protestują, że nie mają — „mieć możecie, tacy młodzi”), a także fałszywe zeznanie, że Cześnik strzelał do niego (murarz prostuje: „chciał strzelać do makówki”). Każe im podpisać akt krzyżykami (Michał Kafar, Maciej Miętus), obiecuje grosze, a gdy proszą o bieżącą zapłatę, wypycha ich za drzwi bez grosza, zbywając słowami, że „Cześnik wszystko będzie płacił”. Sam zapowiada: „czapkę przedam, pas zastawię, a Cześnika stąd wykurzę” — i napomyka o tajemnym planie, którym ugodzi sąsiada najboleśniej.
Scena 2 (Rejent i Wacław). Rejent zaczyna obłudnie pobożnym kazaniem o tym, że syn kroczy jego cnotliwymi śladami, po czym przechodzi do sedna. Wacław wyznaje miłość do Klary i prosi o zgodę na ślub — Rejent stanowczo odmawia („Cześnik burda, ja spokojny”) i oznajmia, że syn weźmie inną żonę. Ujawnia swoją intrygę: dowiedział się o dawnej miłości Wacława do Podstoliny i to właśnie ją — bawiącą obecnie u Cześnika — przeznaczył synowi. Dołączył intercyzę (kontrakt) z karą stu tysięcy dla strony, która zerwie umowę. Tym samym Podstolina jest jednocześnie obiecana Cześnikowi (jako jego narzeczona) i przyrzekana Wacławowi (przez Rejenta) — Rejent chce odbić synowi narzeczoną sąsiada, by go upokorzyć. Wacław z rozpaczą odmawia, rzuca się ojcu do nóg; Rejent udaje wzruszenie i łzy („Patrz, ja płaczę”), lecz pozostaje nieugięty. Gdy Wacław grozi, że Cześnik ich spali, Rejent z flegmą rzuca: „to Cześnik wisieć będzie. Niech się dzieje wola nieba”. Wacław odchodzi zdruzgotany.
Scena 3 (Rejent sam). Rejent dziwi się, czemu zgrabna wdówka miałaby iść za „takową gadzinę” jak Cześnik, lecz ufa, że zamieni go na młodszego. Z satysfakcją przewiduje, że Cześnik, gdy pojmie, iż został „na dudka wystrychnięty”, może paść tknięty apopleksją — co Rejent kwituje swym obłudnym refrenem „niech się dzieje wola nieba”.
Scena 4 (Rejent i Papkin). Trwożliwie wsuwa się Papkin (z poselstwem-wyzwaniem od Cześnika) i wita Rejenta przesadnie nadskakującą przemową; Rejent odpowiada równie pokornie. Z początku Papkin, wzięty pychą, przedstawia się jako „lew północy”, rotmistrz i kawaler, lży marne wino Rejenta („lura!”) i rozpiera się w krześle. Rejent znosi to z zimną cierpliwością („Nemo sapiens, nisi patiens”), lecz gdy Papkin zaczyna głośno wykrzykiwać poselstwo, grozi mu wyrzuceniem oknem i każe czterem pachołkom czekać za drzwiami. Stchórzony Papkin zniża głos do szeptu i — gubiąc się pod świdrującym wzrokiem Rejenta — przekazuje wyzwanie Cześnika: „circa quartam u trzech kopców w Czarnym Lesie” z szablą. Rejent obiecuje odpowiedzieć listownie i ironicznie zauważa, że Cześnik ma przecież nazajutrz wesele (Papkin: „rano pierścień — w pół dnia szabla — wieczór kielich”).
Scena 5 (wejście Podstoliny — zdrada). Podstolina przybywa do domu Rejenta i ogłasza, że zmieniła zamiary: podpisuje jego układy i wita go „jak synowa” — porzuca Cześnika, by poślubić jego syna Wacława. Wyjaśnia, że uczyniła tak nie z kaprysu, lecz dlatego, że Wacława znała i była przezeń szczerze kochana. Rejent rozpływa się w obłudnych podziękowaniach i całuje ją w rękę. Papkin (na stronie) jest przerażony: Rejent „zdmuchnął żonę Cześnikowi i z nią syna swego swata” — gdy Cześnik się dowie, „jak szczupaka go rozpłata”. Podstolina rozpoznaje Papkina, gniewnie wypędza go z oczu (obwiniając go o wymuszenie wcześniejszej obietnicy dla Cześnika). Rejent każe mu jednak zostać, by zaniósł Cześnikowi ustne potwierdzenie zmiany — co Papkin słusznie odczytuje jako próbę zguby („Chce mnie zgubić, oczywiście!”).
Scena 6 (Podstolina i Papkin). Wystraszony Papkin ostrzega Podstolinę, że Cześnik za tę zniewagę „pochodnią i żelazem” obróci dom Rejenta w gruz, i namawia ją do wspólnej ucieczki. Ona drwiąco odmawia i przekazuje przez niego szyderczo-czułe pożegnanie dla Cześnika, którego Papkin nie zamierza powtórzyć.
Scena 7 (Podstolina, Papkin, Rejent). Rejent wręcza Papkinowi list do sąsiada. Następuje komiczna scena pożegnalnych ceregieli — przesadne ukłony i „ściskanie nóżek” — zakończona tym, że Rejent każe czterem pachołkom „wskazać drogę” gościowi: słychać łoskot, jakby ktoś spadł ze schodów. Rejent kwituje swoim refrenem: „Niech się dzieje wola nieba”.
Akt IV
Scena 1 (Cześnik i Dyndalski). Sala w domu Cześnika, trwają przygotowania do jutrzejszego wesela. Cześnik wysyła Śmigalskiego z zaproszeniami na gody, instruuje kuchmistrza Perełkę co do uczty (cynamon, muszkat, szafran do ryby, bakalie) i poleca umieścić na stole cyfrę „M.H. — Maciej, Hanna”, serca i „Vivat”. Niecierpliwi się, że Papkin długo nie wraca od Rejenta, który „siedzi jak lis w jamie”, i z pewnością siebie zapowiada, że jego ramię łatwo poradzi sobie z każdym pieniaczem z palestry. Z dumą ogląda swoje szable — sławną „Panią Barską”, wysłużoną w konfederackich potyczkach (Słonim, Podhajce, Berdyczów, Łomazy), i cenioną demeszkę (klingę damasceńską).
Scena 2 (Cześnik i Papkin). Wraca potargany Papkin, łapczywie pije wino i przechwala się, że „natarł Rejentowi pieprzu w nos”, choć przyznaje, że Rejent to „sztuczka żwawa” o szatańskiej postaci. Gdy wspomina, że Rejent ugościł go winem (zieleniakiem), Cześnik półgłosem rzuca podejrzenie: „Otruł pewnie” — i tym jednym zdaniem zasiewa w tchórzliwym Papkinie panikę. Następnie Cześnik czyta list od Rejenta i wybucha bezsilną złością (słynne, narastające „Co, co, co, co!”): dowiaduje się, że Podstolina go porzuciła i przechodzi do Rejenta, by poślubić Wacława. Wściekły na Papkina za milczenie, miętosi list, lecz nie traci czasu na zemstę na nim — postanawia odpłacić Rejentowi, „zapłacić skrzypka do weselnej sarabandy”, i wybiega zwoływać ludzi.
Scena 3 (Papkin i Dyndalski). Papkin, połączywszy gościnne wino z podejrzeniem Cześnika, nabiera pewności, że został otruty — pali go w żołądku. Dyndalski najpierw kpi („kto by się łakomił na waszmości nędzne życie”), lecz słysząc, że tak twierdzi sam wszechwiedzący Cześnik, z powagą radzi „po księdza posłać”, pogłębiając grozę Papkina.
Scena 4 (Papkin sam). Zrozpaczony Papkin („Umrzeć, umrzeć!”) przekonuje się ostatecznie, wspominając, z jakim pośpiechem Rejent nalewał mu wino, że jest otruty, i z płaczem zasiada do pisania testamentu.
Scena 5 (dyktowanie listu — „Mocium panie”). Cześnik obmyśla lepszą zemstę: schwytać Wacława w pułapkę i ożenić go siłą z Klarą — „Bylem syna dostał w siatkę, mam dla niego dobrą klatkę” — by pokrzyżować plan Rejenta (bogaty ożenek syna z Podstoliną), nie wiedząc, że tym samym spełnia skryte pragnienie zakochanych. Każe Dyndalskiemu napisać list udający pismo Klary do Wacława. Rozgrywa się słynna scena komiczna: Cześnik dyktuje, raz po raz wtrącając swoje nałogowe „mocium panie”, które posłuszny Dyndalski wiernie zapisuje; do tego marszałek pisze wolno, stawia kleksy, kreśli niewyraźne litery („B duże”, „Żyd” zamiast litery). Zniecierpliwiony Cześnik dwukrotnie drze kartkę („«Mocium panie» — cymbał pisze!” — „Jaśnie pana własne słowo”), aż rezygnuje z listu i postanawia posłać służącą z ustną prośbą. Przy okazji wychodzi na jaw, że poranny „komisarz” to był Wacław, syn Rejenta, a Papkin milczał o tym, bo „dał to złoto” — Cześnik chwyta się za głowę. Pogodzony ze śmiercią Papkin obojętnie rzuca sakiewkę na ziemię. Cześnik wydaje rozkazy: wyprawić Rózię, by wkradła się do Milczka i przekazała Wacławowi, że panna Klara prosi go o chwilę rozmowy pod nieobecność stryja; a u wyłomu w murze postawić w krzakach ludzi, którzy chwycą („łapes capes”) i w razie czego zwiążą młodzieńca, gdy tylko przekroczy granicę. Dyndalski wzdraga się przed takim despektem, lecz musi usłuchać. Na koniec Papkin prosi Cześnika, by podpisał testament jako świadek — ten zbywa go „Idź do kata!” i wychodzi. Papkin gorzko podsumowuje ludzką niewdzięczność: „Każdy siebie ma na względzie, a drugiego za narzędzie. Póki dobre — cacko, złoto; jak zepsute — ruszaj w błoto”.
Scena 6 (Papkin i Klara). Papkin, wierząc, że umiera, żegna się czule z Klarą — gdyby nie trucizna, przywiózłby krokodyla i zdobył jej rękę. Odczytuje jej swój komiczny testament: „Ja, Józef Papkin, syn mego ojca Jana Papkina”, zdrów na ciele i umyśle, lecz otruty przez rejenta Milczka w lampce wina, rozporządza ruchomościami (nieruchomości nie ma żadnej): Klarze zapisuje angielską gitarę i rzadką kolekcję motyli (będącą w zastawie), szablę Artemizę — „najdzielniejszemu rycerzowi w Europie” pod warunkiem postawienia mu pomnika na grobie, a egzekutorów (Cześnika i Klarę) prosi, by jego długów nie płacili, zostawiając tym samym wierzycielom „pamiątkę po sobie”. Testament kończy podpisem „Józef Papkin incognito — na tytuły miejsca nie ma”.
Scena 7 (Klara, Papkin, Wacław). Wbiega zrozpaczony Wacław: Podstolina jest w domu Rejenta, a niewzruszony plan ojca zmusza go do jej poślubienia. Klara, drżąc o ukochanego, ostrzega przed porywczością stryja. Wacław liczy, że uchodzi za komisarza, lecz Papkin obojętnie wyjawia, że wszystko wydał Cześnikowi. Klara nagli Wacława do ucieczki — przy wyłomie czyhają hajducy stryja — i obiecuje napisać; Wacław wychodzi, lecz pułapka już się zatrzasnęła.
Scena 8 (zwabienie i ultimatum). Cześnik z hajdukami zastępuje Wacławowi drogę. Młodzieniec, dzielny, gotów się bić („Jeśliś zbójca — masz mię, stoję; ale jeśliś człowiek prawy, jaką taką daj szablinę”). Cześnik chwali jego animusz, lecz stawia ultimatum: skoro Rejent wykradł mu narzeczoną, by dać ją synowi, on zatrzyma syna — albo Wacław pójdzie do lochu (turmy), albo odda rękę Klarze. Wylicza korzyści swej zemsty: Wacławowi „żonka jakby nimfa”, Podstolinie „grochowianka” (nic), Rejentowi „tęga fimfa”, a sobie „zemsta doskonała”. Na wahanie Wacława ucina: „Zaraz albo wcale!” Wacław i Klara — skrycie szczęśliwi — zgadzają się („Ha, więc bierzmy”), a Cześnik posyła ich do kaplicy, gdzie czeka pleban, kwitując na stronie: „Rejent skona”. Papkin lamentuje nad zbiegiem trucizny i wesela.
Scena 9 (Dyndalski sam). Marszałek zbiera podarte skrawki swojego pisma, w pokorze rozważając, czemu dziś „zszedł na żaka” i co takiego Cześnik miał do zarzucenia jego literze „B”.
Scena 10 (Dyndalski i Rejent). Wchodzi Rejent, dziwiąc się pustce w zamku. Z drwiną opowiada, że poszedł na wyznaczony pojedynek do Czarnego Lasu i czekał nadaremnie — „Rejent był na dziale, zucha tylko jeszcze nié ma”. Z kaplicy dobiegają okrzyki „Wiwat! Państwo młodzi!”; na pytanie, kto bierze ślub, Dyndalski odpowiada: „Rejentowicz”. Rejent osłupiały: „Być nie może!”
Scena 11 (Rejent i Cześnik — twarzą w twarz). Wchodzi Cześnik i na widok wroga staje jak wryty. Obaj w napięciu mierzą się wzrokiem i chwytają za szable. Cześnik toczy ze sobą wewnętrzną walkę i powstrzymuje się świętym prawem gościnności: „Wszak gdy wstąpił w progi moje, włos mu z głowy spaść nie może” — odpina i rzuca karabelę na stół. Na pytanie, czego Rejent żąda („Mego syna”), z triumfem odpowiada, że odda mu syna — ale już z żoną: „Tyś mi ukradł moją wdowę, by ją zmienić na synowę — jam zatrzymał twego syna, by mu sprawić tu wesele — masz więc byka za indyka”.
Scena 12 (wyjście z kaplicy). Z kaplicy wychodzą nowożeńcy i goście z bukietami. Wacław i Klara klękają, błagając Rejenta o przebaczenie i błogosławieństwo dla swej miłości.
Scena 13 (rozwiązanie i pojednanie). Wchodzi Podstolina, zdumiona ślubem Wacława z Klarą, i wyjaśnia ostatnią zagadkę: spieszyła się z zamążpójściem, by nie popaść w nędzę, bo zapisany jej majątek był dany tylko na czas — w wieczystym darze przypada on teraz właśnie Klarze. Rejent na stronie żałuje utraconej „gratki” („dwa majątki — kąsek gładki”), a Cześnik kwituje przysłowiem „zamienił stryjek na siekierkę kijek”. Gdy Podstolina napomyka o należnych jej od Rejenta stu tysiącach kary z intercyzy, Klara wspaniałomyślnie deklaruje: „Nie — ja z mego to zapłacę”. Klara nakłania Rejenta, by zwalczył resztki gniewu i pobłogosławił dzieci; Rejent ulega swoim niezmiennym „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba” i daje im krzyżyk. Papkin, upewniwszy się u Wacława, że jednak nie umrze, drze testament i wzywa do wzniesienia toastu za młodą parę. Komedię wieńczy słynne pojednanie zwaśnionych sąsiadów: Cześnik podaje rękę Rejentowi — „Mocium panie, z nami zgoda” — a wszyscy wołają „Zgoda! zgoda!” Ostatnie słowo należy do Wacława: „Tak jest, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda”. Tym samym spełnia się motto utworu: dawna nienawiść i intryga, choć złe, stały się okazją do dobra — połączenia młodych i zgody domów.
Chcesz sprawdzić znajomość „Zemsty” przed maturą? Przećwicz zadania maturalne z tej lektury na stronie matury-online.pl/zadania/polski/zemsta.